Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supernatural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą supernatural. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Shadows cz. 2

Tytuł: Shadows: Two Moons
Bohaterowie główni: Kim Jongin (Kai), Lu Han, Oh Sehun
Bohaterowie drugoplanowi: Park Chanyeol, Kim Minseok, Wu Yi Fan, Kim Joonmyun, Kim Jongdae, Byun Baekhyun, Do Kyungsoo, Huang Zitao, Zhang Yixing
Pairing: KaiLu
Rating: R
Gatunek: AU, horror, supernatural, twoshot

A/N: Mam, ludzie, mam! Dzień dobry/ dobry wieczór. Jest 23:23, a ja właśnie skończyłam pisać tę drugą część. Niech mnie kiedyś ktoś kopnie. Powinnam zacząć pisać to wcześniej. Mam nadzieję, że wyszło to jakoś dobrze. Zapraszam do czytania i komentowania! :D
Two moons
            30 czerwca o umówionej porze Luhan pojawił się w ustalonym miejscu. Dokoła niego rozpościerał się ogromny las, skąpany w czerni nocy. Chłopak stał jak skamieniały, bojąc się wszystkiego, co go otaczało. Nagle usłyszał za drzewem jakiś szmer. Chciał uciec, lecz w tej samej chwili ktoś jedną ręką objął go w pasie, a drugą zasłonił mu usta.
            -To tylko ja – Luhan usłyszał znajomy głos Jongina. – Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć – mruknął chłopak i odwrócił Lu twarzą do siebie.
            Xiao był bardzo zdziwiony tym, co przed sobą zobaczył. Kai, który zwykle nosił nowoczesne i lanserskie ciuchy, miał na sobie długą czarną szatę z kapturem, który założony był na jego głowę.
            Ciemnoskóry złapał Luhana za rękę i powoli odsunął materiał koszuli z delikatnej skóry chłopaka. Obejrzał ją dokładnie, po czym wyciągnął swoją dłoń i ostrym, długim pazurem przeciął skórę na przegubie Xiao.
            -Co ty robisz?! – wykrzyknął Lu. – Oszalałeś?! – chłopak próbował wyszarpnąć swoją rękę z uścisku Jongina, jednak było to bezskuteczne.
            -Uspokój się, Luhan – to powiedziawszy, Kim przystawił swój nos do rany blondyna i zaciągnął się zapachem słodkiej, świeżej krwi, a następnie przesunął po niej swoim językiem.
            Xiao Lu nie mógł opanować złości, która ogarnęła jego umysł. Szarpał się i wykręcał jednak na próżno. Chwilę później Jongin wgryzł się w rękę chłopaka i zaczął chłeptać jego krew. Luhan ze zdziwienia szerzej otworzył swoje oczy, ale już chwilę później poczuł, jak jego ciało zalewa fala pożądania. Elektryzujące uczucie raz po raz uderzało w każdą komórkę jego ciała. Chłopak zaczął jęczeć i oddychać coraz ciężej, jak gdyby właśnie przeżywał orgazm. W tej samej chwili Kai odsunął się od niego, po czym przesunął palcami po otwartej ranie, sprawiając, że ta zniknęła.
            Luhan popadł w ogromne zdumienie. Nigdy nie widział czegoś takiego. Szybko przypomniał sobie, co przerabiał na historii dla zainteresowanych kilka dni temu.
            -Wiem, czym jesteś – wydukał Xiao, czując jak krew odpływa mu z twarzy. – Jesteś wampirem!
            -Nie bądź śmieszny, Luhan – odrzekł Jongin. – Takie rzeczy nie istnieją.
            -Ale przecież właśnie przed chwilą piłeś moją krew! – powiedział blondyn głosem drżącym z przerażenia.
            -Tutaj masz rację, ale mylisz się co do mojej istoty. Nie jestem wampirem. Nie jestem nawet jak duch – chłopak przerwał na chwilę. – Jestem cieniem  - podniósł głowę, ukazując swoje oczy, które teraz błyszczały srebrem niczym księżyc w bezchmurną noc.
            Luhan zamarł w bezruchu. W swojej głowie powoli przetwarzał informacje, jednak wciąż nie mógł zrozumieć, po co Kim go tutaj zaprosił.
            -Włóż to – odezwał się nagle ciemnoskóry, podając Lu białą szatę. – Musisz ładnie wyglądać.
            Blondyn wziął do rąk delikatny, kaszmirowy materiał, a następnie zrobił kilka kroków w tył i schował się za drzewem. Zdjął swoje ubranie, po czym ostrożnie, uważając, aby nie rozpruć, ubrał odzież podarowaną przez Kaia. Kiedy był już przebrany, wyszedł z ciemności i powrócił do zakapturzonego chłopaka.
            -Co teraz? – zapytał cicho Luhan, patrząc na Jongina wzrokiem wyrażającym strach i odrętwienie.
            -Zamknij oczy. Nie bój się – odparł ciemnoskóry, chwytając blondyna za rękę. – Złap mnie mocno – polecił, a gdy czuł, że chłopak kurczowo przytrzymuje się jego płaszcza, pstryknął palcami i znaleźli się na ogromnej polanie.
            Xiao Lu powoli otworzył oczy. Dookoła niego nie znajdowało się już mnóstwo olbrzymich sosen tylko miękka trawa. Chłopak podniósł wzrok i spojrzał na niebo. Zakręciło mu się w głowie od widoku dwóch księżyców. Do jego nozdrzy docierał zapach deszczu, a przecież noc była niezwykle pogodna.
            Prawie jak w moim śnie – pomyślał Luhan, biorąc kilka głębokich wdechów dla uspokojenia.
            -Jak to zrobiłeś? – rzucił blondyn w stronę Kaia.
            -Po prostu użyłem swojej mocy – odpowiedział ciemnoskóry, przewracając teatralnie oczami i odchodząc od Xiao.
            Nagle, nie wiadomo skąd, na polanie rozbłysło światło, ukazując znajdujący się tam ogromny drewniany stół, wokół którego stały cztery zakapturzone postacie. Luhan z trudem przełknął ślinę, oczekując, że za chwilę wszystko zamieni się w jedną z szalonych, tematycznych imprez.
            -Witajcie, bracia! – wykrzyczał Jongin, unosząc ręce do góry, niczym kapłan podczas odprawiania nabożeństwa. – Zebraliśmy się tutaj, aby dokonać ostatecznej przemiany. Dzisiejszej nocy uwolnimy się z ludzkich ciał i staniemy się nieśmiertelni. Bądźcie pozdrowieni! Niech mrok księżyca wspomoże nas w przygotowaniu obrzędu!
            -Witaj, mistrzu! – odpowiedziały zgodnym chórem zakapturzone postacie. – Z Mroku powstaliśmy i w Mroku istnieje nasze życie!
            Kim odwrócił się w stronę oszołomionego Xiao i powoli zbliżył się do niego. Stojąc przed chłopakiem, uniósł swoją dłoń, a następnie paznokciami rozszarpał jego śnieżnobiałe odzienie i tym samym odsłonił jego dziewicze ciało. Dokładnie oglądał każdy skrawek delikatnej skóry Luhana i z oszałamiającym podnieceniem nasycał się jego zapachem.
             W pewnej chwili Kai zrobił głębokie nacięcie pod żebrami Xiao, aż ten zawył z bólu. Ciemnoskóry uśmiechnął się pod nosem, a następnie pochylił głowę i przesunął językiem po świeżej ranie, spijając ciepłą krew.
            Blondyn był sparaliżowany przez tortury, jakim poddawał go Jongin, gdyż ten raz po raz wgryzał się w jego szyję, tworząc na niej siniaki i upajając się niesplamionym, czerwonym płynem. Odrętwienie całego ciała sprawiło, że Xiao momentami nie wiedział, gdzie się znajduje i co robi.
            Gdy Kim był już w pełni posilony narkotyzującym napojem, odsunął się od Luhana i wrócił na swoje miejsce wokół stołu. Ruchem ręki nakreślił w powietrzu okrąg i wtedy jeden z jego zakapturzonych towarzyszy poruszył się i powoli zbliżał się w stronę niewinnego chłopaka, poruszając się bezszelestnie, jakby płynął w powietrzu.
            W chwili kiedy lasem poruszył delikatny wiatr, nakrycie z głowy idącego, zsunęło się i Xiao ujrzał znajomą twarz ze szkolnego korytarza, Kim Minseoka. Xiumin podszedł do blondyna i dokładnie zlustrował go wzrokiem.
            -Wyglądasz jakbyś się bał – zadrwił chłopak, mrużąc oczy.
            -N-nie – wymamrotał Luhan, próbując zrobić krok w tył, ale zanim dobrze pomyślał, okazało się, że był to największy błąd jaki popełnił tej nocy.
            -Hej, hej. Nie uciekaj – powiedział Minseok i wyciągnął przed siebie rękę, łapiąc Xiao za nadgarstek i przyciągając bliżej siebie.
            Xiumin ostrożnie polizał bolesną ranę zrobioną przez Jongina. Pozwolił, aby krew powoli spływała mu do gardła, ogarniając cały jego organizm. W tym przypadku nie miała ona tak silnej mocy jak u Kaia, jednak działała równie pobudzająco.
            Chłopak wyprostował się i wyciągnął przed siebie ręce, po czym skupił się, ujawniając swoją moc. Kilka sekund później całe ciało Luhana pokryte było lodem. Blondyn skowyczał z bólu i prawie stracił przytomność. Czuł jak każda komórka jego ciała zastyga, a on sam jest na pograniczu śmierci. Wyglądał jak żywa lodówka albo, co gorsza, żywcem zamrożony człowiek.
            Xiao patrzył na Minseoka błagalnym wzrokiem i próbował wykrztusić z siebie kilka słów, jednak głos ugrzązł mu w gardle. Chłód panował nad jego ciałem, aż do szpiku kości, wywołując ogromne męczarnie dla ciała i duszy. Xiumin powoli opuszczał swoje ręce i przestawał działać mocą na bezbronnego chłopaka, po czym oddalił się i wrócił na swoje miejsce.
            Po Minseoku przyszła kolej następnego z Braci Mroku. Ten bez skrupułów zdjął swój kaptur i pokazał swoją twarz, znajdując się tuż przy niewinnym Luhanie.
            -Chanyeol - wykrztusił blondyn ledwie słyszalnym głosem.
            -Nie jest ci zbyt zimno? – zapytał Park z udawaną troską w głosie. – Mogę ci pomóc – to powiedziawszy, pstryknął palcami, a na jego dłoni pojawił się maleńki płomyk.
            Chłopak owionął ogniem ciało Xiao, roztapiając lód wytworzony przez Xiumina, po czym znów ukrył go w swojej dłoni.
            -Mógłbym spróbować twojej krwi – rzucił czarnowłosy – ale jest zbyt zimna – Luhan z trudem przełknął ślinę, starając się wydedukować, co tamten ma na myśli.
            Chanyeol szybkim ruchem przyciągnął Xiao do siebie, obejmując go w talii. Drugą ręką rozniecił ogień na ciele chłopaka, który drżał z przerażenia, cierpienia oraz wstydu. Płomienie szybko rozprzestrzeniły się po całej skórze blondyna, jednak on nie zaczynał się palić. Czuł jak krew bulgocze w jego żyłach, a serce bliskie jest eksplozji.
            -Chyba mnie poniosło – rzucił czarnowłosy z udawanym przejęciem, po czym zgasił pożar wywołany na niewinnym chłopaku.
            Oszołomiony Luhan nie do końca wiedział, co się z nim dzieje. Odczuł tylko ogromny ból w miejscu, gdzie trzymał go Park. Chwilę później olbrzym zaczął popijać krew z boku Lu.
            -Jest odpowiednio gorąca i gęsta – mówił głosem tłumionym przez własnie pomrukiwania. – Mógłbym ją pić w nieskończoność.
            Ledwie Xiao Lu zdążył mrugnąć, a obok Chanyeola znajdował się kolejny chłopak, którego blondyn również znał. Suho odepchnął swojego przyjaciela, próbując ochronić Luhana.
            -Wystarczy, Yeol – powiedział Joonmyun władczym tonem. – Nie umiesz się kontrolować, a chłopak wyraźnie się boi, że wypijesz z niego całą krew.
            Czarnowłosy spuścił głowię i niechętnie powrócił do kręgu. W tym samym czasie Suho ostrożnie polewał Luhana wodą. Blondyn czuł, że może mu zaufać. Nie wiedział jednak, jak bardzo się myli.
            Gdy Joonmyun dotarł swoją mocą do twarzy chłopaka, zacisnął ręce w pięści. Woda nagle przestała płynąć. Xiao zaczął się dusić, gdyż spora ilość płynu znajdowała się w jego nosie. Nie mógł nabrać oddechu. Każda sekunda przybliżała go do odejścia w zaświaty. I wtedy Suho odpuścił.
            Luhan zaczął kaszleć i ciężko dyszeć, a z jego nozdrzy wypływały strużki krwi. Ten, który go torturował, wykorzystał sytuację i niezauważenie zaczerpnął łyk jego świeżej, czerwonej posoki wyciekającej spod żeber, następnie zniknął tak szybko, jak się pojawił.
            Ostatni w kolejce do wypróbowania swojej mocy był chłopak, którego Xiao nie znał. Powolnym krokiem zbliżył się do blondyna i chwycił go za rękę, zamykając oczy. Gdy ów młodzieniec otworzył powieki i sparaliżował Luhana wzrokiem, poruszył dłonią, wysyłając do ciała ofiary ładunek elektryczny. Porażenie było dosyć mocne. Xiao Lu najpierw zadrżał, a później krzyczał i skomlał z bólu przeszywającego każdą komórkę jego organizmu.
            -Jestem Jongdae – powiedział słodko zakapturzony chłopak. – Mam nadzieje, że obaj bawimy się świetnie – rzucił Luhanowi badawcze spojrzenie, po czym spragniony  rzucił się na jego krwawą ranę.
            Nagle powietrze zawirowało i zdawało się, że zaraz rozwieje czerń lasu. Na tle jednego z księżyców wyłoniła się wysoka postać z ogromnymi skrzydłami.  Wszyscy zgromadzeni wznieśli swoje głowy ku górze, z czego Luhan wywnioskował, że był to jeszcze jeden mroczny towarzysz. Mężczyzna unosił się wysoko ponad nimi, poruszając skrzydłami z niezwykłą siłą. Najbliższe drzewa zdawały się uginać, pod ciężarem wiatru wywołanego tym zjawiskiem. Kilka sekund później postać wylądowała na polanie, szybko chowając swoje skrzydła.
            -Kris, wreszcie jesteś! – krzyknął uradowany Jongin i zaczął iścć w stronę nowoprzybyłego gościa.
            -Smarkaczu, nie zaczekałeś na mnie! – wrzasnął mężczyzna, rzucając na środek stołu jakieś zabite zwierzę. – Ja jestem przywódcą. Dałem zgodę, abyś prowadził dzisiejszą ceremonię, bo jest to twój człowiek, ale nie przyjmuję do wiadomości, że mnie wystawiłeś – odwrócił wzrok w stronę Luhana i przybliżył się do niego.
            -To ty jesteś tym, który skojarzył się z Jonginem – rzucił Kris, sztyletując wzrokiem Xiao. – Jestem Wu Yi Fan. Przełożony stojącego tam stadka baranów. Kai mówił, że wyglądasz apetycznie. Jestem ciekaw, jak smakujesz.
            Mężczyzna przekręcił głowę w bok i jeszcze raz zlustrował Luhana wzrokiem pełnym grozy. Wysunął swój język i delikatnie wepchnął go w ranę chłopaka.
            -Argh… - wrzasnął Xiao, kiedy Kris zaczął ssać jego krew.
            -Czysty i dziewiczy – rzucił Wu, odrywając się od blondyna. – Wprost idealny – złapał Luhana za ramiona, po czym kopnął go kolanem w brzuch.
            Blondyn zaczął zwijać się z bólu. Zanim zdążył dojść do siebie, mężczyzna kopnął go jeszcze raz, silniej. Chłopak czuł, że nie przeżyje tej nocy, jednak miał nadzieję, że ktoś go uratuje i wyciągnie z bagna w jakie się wplątał. W myślach powtarzał imię Sehuna, próbując go w ten sposób przywołać.
            Kris powolnym krokiem oddalił się w stronę stworzonego przez Kaia kręgu.
            -Przygotujcie krew! – krzyknął. –Rozpoczynamy przemianę!
            Jongin pospiesznie wziął ogromny kielich i podszedł z nim do Luhana. Ostrymi pazurami przeciął delikatną skórę i pozwolił, by dziewicza i słodka krew chłopaka spłynęła wprost do czary, wypełniając ją do połowy. Drugą część naczynia zapełniła krew młodego jelenia. Tak samo czystego i niewinnego jak Xiao Lu.
            Po wymieszaniu dwóch płynów, Kai podchodził do każdego, wypowiadając słowa „Bądź pozdrowiony’ i dając do wypicia spory łyk sporządzonego napoju. Gdy po spożyciu krwi, oczy wszystkich Strażników Mroku zrobiły się przerażająco srebrne, Luhan wiedział, że nie ma już odwrotu i musi nadal służyć Jonginowi.
            Ciemnoskóry odłożył kielich na stół i powrócił na swoje miejsce, przywracając krąg. Chłopak wyciągnął ręce ku górze i zaczął coś mówić w nieznanym Xiao języku.
            -Summi regis nostri inveniantur præsentiarum  mundare maledicto homine fiunt, umbrae mundi semper – zaczął głośno Jongin. –Ut vivere immortalis et hoc usque ad finem mundi dies longiora.  Aliquid, non potest quin, ut adducant ad te virgo in corde mortali Hostia nectitur consociationibus. Reliquit, et petere quod non cura semper eorum circumdederit. Ave!*
            Kai opuścił ręce i podszedł do Luhana. Mocno go przytulił, a następnie ucałował jego czoło. Zobaczył, że w oczach blondyna zbierają się łzy. Nie wiedział, co ma robić. Chciał tylko dokończyć swoje zadanie i nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Pragnął odciąć się na zawsze od ludzkiego świata.
            -Jongin, dlaczego? – wydukał Xiao, a łzy spłynęły mu po policzkach, tworząc dwie słone ścieżki.
            -Bo jesteś mój – odpowiedział Jongin, głaszcząc chłopaka po policzku. – Kocham cię – to powiedziawszy, przytrzymał ramię Lu i swoimi ostrymi pazurami przebił jego skórę i połamał kości, aby wydobyć niewinne serce.
            Xiao jeszcze przez chwilę drżał i patrzył na Kaia, a następnie rana w jego ciele zasklepiła się, a sam blondyn osunął się na ziemię i odszedł w zaświaty.
            Mam nadzieję, że tam będzie ci się żyło lepiej – pomyślał Kim.
            Ciemnoskóry wrócił do ogromnego stołu i położył na nim wyszarpane serce. Zdobycz zapulsowała jeszcze kilka razy, po czym rozdzieliła się na sześć części i każda z nich wypełniła ciało jednego ze Strażników Mroku. Powietrze dokoła nich zawirowało, a chwilę później czas jakby się zatrzymał, pozbawiając ich ludzkiej formy. Byli teraz nieśmiertelni i niepokonani. Oddalili się szybko od miejsca ceremonii, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
***
            -Chłopaki, pospieszcie się – wołał Baekhyun do swoich kolegów, oświetlając leśną drogę swoją mocą.
            -Przecież idziemy – krzyknął Sehun, biegnąc tuż za Byunem.
            Po chwili wszyscy znaleźni się przy polanie, na której niedawno zakończyły się obrzędy pełni księżyców. Oh wbiegł na polanę, najszybciej jak tylko mógł. Chłopak rozejrzał się dookoła i zobaczył, że niedaleko ogromnego stołu leży czyjeś ciało. Nie czekając ani chwili, natychmiast tam podszedł.
            Sehun nie mógł zapanować nad swoją mocą, gdy ujrzał swojego najlepszego przyjaciela, Luhana. Potężny wiatr ogarnął cały las tak, że nawet najgrubsze drzewa zginały się wpół. Szatyn powoli opanowywał nerwy i przykucnął nad leżącym. Ostrożnie oglądał delikatne ciało, aby nie zadawać Xiao bólu. Widział ogromne siniaki i to bardzo raniło jego serce. Po chwili Sehun pochwycił przyjaciela w swoje ramiona i przytulił go. Bijący chłód odrzucał go i nie mógł znieść tego uczucia.
            -Yixing, mam prośbę – powiedział nerwowo Oh.- Chciałbym, abyś go uleczył.
            Lay skinął głową i pochylił się nad Luhanem. Wyciągnął ręce i przesuwał nimi nad posiniaczonym ciałem, sprawiając, że te znikały. Xiao Lu jednak nie otworzył oczu, co bardzo zmartwiło Sehuna.
            -Co jest? – zapytał. – Dlaczego on się nie budzi?
            -Nie wiem – wymamrotał Yixing.
            -Spróbuj jeszcze raz, błagam – rzucił szatyn, będąc bliski płaczu.
            Starszy chłopak ponownie wyciągnął ręce przed siebie i skupił cały swój umysł, angażując się w jak najlepszą pomoc. Zacisnął pięści i przesunął nimi po delikatnej skórze Xiao. Zdawało mu się, że czuje każdą jego komórkę. Czul nawet ból, który już dawno odszedł. W pewnej chwili, gdy przesuwał swoje dłonie nad miejscem, gdzie powinno znajdować się serce, zamarł. Nie wyczul ani nie usłyszał bijącego narządu.
            -Sehunnie – zaczął spokojnie Yixing. – Mam złe wieści. Twój przyjaciel… on nie ma serca – wydusił w końcu.
            -Jak to? – krzyknął Oh. – Przecież… przecież to niemożliwe – mówił dalej chłopak. – Tao! Tao, chodź tutaj! Błagam, cofnij czas. Dla mnie! Dla niego! On musi żyć!
            Huang Zitao stanął tuż obok Laya i pstryknął palcami, zamykając oczy. Gdy je ponownie otworzył wszystko wyglądało jak sekundę temu. Ciemny las, znajdujący się pod osłoną noc. Sehun klęczący przy zwłokach najlepszego przyjaciela. I on próbujący mu pomóc. Dotarło do niego, że moc nie zadziałała. Spóźnili się.
            -Huang, co się dzieje?! – powiedział szatyn ze łzami w oczach. – Dlaczego wciąż tkwimy w tym samym miejscu i czasie. Huang… co się dzieje?
            -Przykro mi, Sehun. Moja moc zawiodła – powiedział Tao i odszedł, spuszczając głowę.
            Oh wciąż pochylał się nad ciałem Luhana, a po jego policzkach spływały łzy, następnie skapując na nagie ciało przyjaciela.
            -Luhan – zaczął Sehun – mówiłem ci, żebyś od niego odszedł. Kazałem ci się odciąć od jego życia. Nie chciałeś mnie posłuchać i zobacz jak skończyłeś. Kochałem cię jak brata – położył głowę Xiao na swoich kolanach. – Powinieneś był mnie posłuchać – to powiedziawszy, chłopak ucałował czoło zmarłego blondyna.
             Brak imienia...
            Powszechnie znanego.
            I brak twarzy...
            Pozbawiony sumienia.

           
Boskością obdarzony,
            używał swej władzy
            I nad życiem…
            I nad tym co przyziemne…
            Jak miłość i przyjaźń

           
Poległe...
            Posłuszny mocą,
            jakim rozkazom służył...
            Posłuszny...
            Wzlatując, nabrał chwały...
            Oddał miłość by...
            Móc żyć.


*Najwyższy nasz królu, spotykamy się tu dzisiaj, 
aby oczyścić się z klątwy człowieczej i stać się na wieki cieniami świata. 
Pragniemy żyć nieśmiertelnie i trwać aż po kres ziemskich dni, a nawet jeszcze dłużej.
Nic nie jest w stanie nas powstrzymać, gdyż przynosimy Ci w ofierze dziewicze serce śmiertelnika, które zostało powiązane Skojarzeniem.
Prosimy, abyś nigdy nas nie opuszczał i na zawsze otaczał nas swoją opieką. 
Bądź pozdrowiony!

środa, 5 marca 2014

Shadows cz. 1

Tytuł: Shadows: Temptation
Bohaterowie główni: Kim Jongin (Kai), Lu Han, Oh Sehun
Bohaterowie drugoplanowi: Park Chanyeol, Kim Minseok, Wu Yi Fan, Kim Joonmyun, Kim Jongdae, Byun Baekhyun, Do Kyungasoo, Huang Zitao, Zhang Yixing
Pairing: KaiLu
Rating: R
Gatunek: AU, horror, supernatural, twoshot
A/N: Dzień dobry/ Dobry wieczór! Mam na dzisiaj pierwszą część Shadows, która moim zdaniem wyszła okropnie. Jest beznadziejna i tak dalej, ale jakoś muszę to zacząć, a gdybym chciała pisać to jako jedno, to nie wiem ile by mi to zajęło, więc już niech będzie. Idąc dalej, jest mi strasznie miło za ostatnie komentarze. Naprawdę, aż się od nich popłakałam *wrażliwy embrion jest wrażliwy*. Okay, koniec tego ględzenia. Zapraszam do czytania i komentowania! :)

Temptation
            Luhan biegł przez ciemny las, ile tylko miał sił w nogach. Wiedział, że coś go goni, ale nie wiedział co to było. Chłopak na chwilę zatrzymał się i zobaczył na niebie dwa srebrzyste księżyce, co wydało mu się bardzo dziwne. Moment  później usłyszał szmer za swoimi plecami i bez zastanowienia znów zaczął biec przed siebie. Luhan nie patrzył pod nogi, więc nie zauważył wystających korzeni. Potknął się o jeden z nich i upadł na ziemię. Poczuł ucisk na swoich plecach i nie mógł się podnieść. Odwrócił głowę do tyłu i w tej samej chwili coś chwyciło go za szyję. Chłopak zaczął się dusić i…
            - Luhan, wstawaj! – krzyknął Sehun prosto do ucha blondyna.
            -Ugh… Co ty tutaj robisz? –mruknął zaspany Lu.
            -Twoja mama mnie wpuściła-  powiedział szatyn lekkim tonem.
            Luhan pospiesznie wstał z łóżka i poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic. Sehun w tym czasie zszedł do kuchni, gdzie mama Luhana zaprosiła go na śniadanie.
            Po skończonym posiłku, chłopcy opuścili dom Xiao i ruszyli w stronę szkoły. Czerwcowe słońce oświetlało ich jeszcze zaspane twarze i próbowało przywrócić ich do porządku.
            - Luhan, co śniło ci się, zanim cię obudziłem? – rzucił niespodziewanie Sehun. – Cały się trzęsłeś i próbowałeś krzyczeć.
            -Yah, to nic takiego, po prostu jakieś bzdury –odpowiedział blondyn i spuścił głowę.
            -Na pewno nie. Przecież widziałem. Zachowywałeś się tak, jakby ktoś próbował cię skrzywdzić – uciął szatyn.
            -Oh, już dobrze, powiem ci – mruknął Lu. – Byłem w lesie i uciekałem przed czymś. Zatrzymałem się na chwilę, żeby złapać oddech i zobaczyłem na niebie dwa księżyce. Głupoty jakieś, mówiłem ci już.
            -Co? Dwa księżyce? – Sehun był w kompletnym szoku. Wiedział co oznaczało to zjawisko.
            Dwa księżyce były symbolem dwóch stron świata: dobrej i złej. Strona zła była mroczna i czarna, przez co nazywano ją stroną cieni. Natomiast strona dobra była czysta i przejrzysta, zwana stroną jasności. Obchody pełni księżyców odbywały się w nocy z 30 czerwca na 1 lipca. W tym czasie strażnicy dobra i zła  spotykali się na leśnych polanach i tworzyli rytualne kręgi, w których celebrowali tę wyjątkową dla nich noc. Strona cieni składała krwawe ofiary ze zwierząt leśnych, które wcześniej poddawane były próbom ich mocy. Strażnicy dobra ofiarowywali zioła i nietypowe rośliny, które uprzednio przygotowywali wykorzystując otrzymane dary. Obie strony modliły się przy tym w dziwnym języku, który tylko oni znali i doskonale rozumieli.
            -Sehun, słyszysz mnie? – krzyknął Luhan. – Co o tym sądzisz?
            -Um… Przepraszam, zamyśliłem się – burknął szatyn i zorientował się, że znaleźli się przed bramą szkoły. – Faktycznie, to straszne głupoty. Nie myśl o tym, to przestaną ci się śnić takie rzeczy.
            -Jasne – rzucił blondyn i razem z Sehunem weszli do szkoły.
***
            Na drugiej lekcji Luhan miał wf z klasą, której nienawidził. Może nie tyle nienawidził całej klasy, co jednego ucznia: Kim Jongina.
            Kim Jongin był wysokim, przystojnym chłopakiem o dość ciemnej karnacji, ze zmierzwioną czupryną i oczami w kolorze gorzkiej czekolady. Wszystkie dziewczyny w szkole szalały za nim lecz on udawał, że tego nie widzi. Był typem człowieka, który koncentruje się tylko na sobie i nie dba o potrzeby innych. Kiedy znalazł swój cel, robił wszystko by go osiągnąć. Ponad to Jongin lubił znęcać się nad słabszymi, co również drażniło blondyna, bo sam znajdował się w grupie potencjalnych ofiar.
            Luhan powoli przebierał się w szatni i zastanawiał się nad swoim snem.
            Ogarnij się – zganił siebie w myślach. – Sehun kazał ci o tym nie myśleć.
            -Cześć, blondyn – rzucił kpiąco Jongin w stronę Luhana, wyrywając go tym samym z zamyślenia.
            -Cześć – burknął Lu i zlustrował chłopaka wzrokiem.
            -Stało się coś? – spytał Kim, całkowicie zbity z tropu.
            Luhan nic się nie odezwał, tylko dokończył się przebierać i czym prędzej wyszedł z szatni, zostawiając Jongina samego.
            Był słoneczny dzień, więc lekcja wychowania fizycznego odbywała się na dworze. Chłopcy mieli grać w piłkę, więc trzeba było wybrać drużyny. Na kapitanów nauczyciel wybrał Jongina i jakiegoś drugiego chłopaka, którego imienia Luhan nie znał. Blondyn nienawidził momentu wybierania. Zawsze zostawał na koniec, chociaż wcale nie grał źle. Na swoje nieszczęście, tym razem trafił do drużyny Jongina.
             Ciemnoskóry polecił Luhanowi, aby ustawił się na pozycji obrońcy, a sam został napastnikiem. Blondyn doskonale wiedział, że Jongin zrobił to świadomie. Chłopak był niski, więc nie sięgał piłki głową, w czasie licznych wyskoków i chęci odbicia piłki. Gra toczyła się szybko i zaciekle. Luhan nie chciał dać za wygraną i postanowił pokazać Jonginowi, że nie straszna mu gra w obronie. W pewniej chwili blondyn podskoczył i prawie sięgnął piłki głową, ale ktoś popchnął go i chłopak wpadł na słupek bramki, rozcinając przy tym przedramię i boleśnie uderzając się w głowę.
            -Cholera jasna – krzyknął Jongin. – Blondyn, żyjesz? – chłopak odgonił tłoczących się uczniów i pochylił się nad Luhanem.
            -Ugh.. zostaw mnie – wymamrotał Lu, po czym stracił przytomność.
            Jongin podniósł Xiao i zaniósł go pod drzwi gabinetu szkolnej pielęgniarki. Zapukał i po chwili otworzyła mu niska kobieta w średnim wieku. Chłopak ułożył rannego na łóżku, po czym opowiedział co się stało. Postanowił, że pomoże higienistce w przywróceniu Luhana do stanu używalności.
            Kiedy kobieta na chwilę wyszła Jongin wziął mokrą chusteczkę, aby otrzeć zakrwawioną rękę blondyna. Powoli pochylił się nad raną i dokładnie ją obejrzał. Czując zapach krwi, chłopakowi zakręciło się w głowie. Delikatnie rozchylił usta i językiem przesunął po skaleczeniu, spijając ciepłą, czerwoną krew. W tej samej chwili jego serce zaczęło bić mocniej, a ciemne tęczówki zaszkliły się. Wiedział, że dostąpił Skojarzenia.
            Skojarzenie było czymś w rodzaju trwałej więzi między dwoma osobami. Jedna z nich zawsze pochodziła ze strony Ciemnego Księżyca, a druga była człowiekiem, jednak nie takim zwykłym. Pijąc lub smakując krew człowieka, strażnik wiedział, jaką krew posiadana owa osoba. Skojarzenie występowało tylko wtedy, kiedy istota ludzka była czystej i niewinnej krwi, bez żadnych ciężkich postępków na swoim sumieniu Strażnik księżyca wykorzystywał ją do celów obrzędowych, jako ofiarę, aby na zawsze uwolnić się od ludzkiej postaci i przejść przemianę, której wynikiem było stanie się Cieniem.
            Luhan powoli otworzył oczy i przestraszył się, kiedy zobaczył nad sobą pochylonego Jongina z zakrwawionymi ustami.
            - Odsuń się ode mnie – krzyknął blondyn.
            -Hej, przecież nic ci nie robię. Zakładałem ci tylko bandaż – rzucił wściekle Jongin i dokończył wiązać opatrunek na ręce Luhana.
            -Masz pełno krwi na twarzy, wyglądasz jak pierdolony wampir – powiedział Lu, podnosząc się na łokcie i odsuwając na drugi koniec łóżka. – Właściwie, skąd masz tę krew?
            - Z twojej rany – rzucił ciemnoskóry i obdarzył Lu swoim łobuzerskim uśmiechem.
            -C-co? – mruknął niepewnie blondyn.
            -Ubrudziłem się zakładając ci bandaż – odpowiedział i wytarł swoją twarz w koszulkę.
            Luhan był nadal oszołomiony, po uderzeniu się w głowę, więc nie zauważył, że odpowiedź Jongina jest nielogiczna. Chwilę później wróciła higienistka i dokończyła opatrywać blondyna.
            Kiedy Xiao był już zdolny do opuszczenia gabinetu szkolnej pielęgniarki, Jongin  postanowił odprowadzić go do szatni. Po drodze ciemnoskóry chwycił dłoń blondyna i zaplótł razem ich palce.
            - Co ty robisz?! Puszczaj! –krzyknął Luhan z oburzeniem i strzepnął dłoń Jongina.
            -Teraz się ode mnie nie uwolnisz – mruknął ciemnoskóry i posłał blondynowi piorunujące spojrzenie. – Połączyło nas Skojarzenie. Zapytaj swojego kolegi. On powinien wiedzieć co to znaczy – dokończył, po czym oddalił się w stronę boiska, zostawiając zszokowanego Luhana przy jego szafce.
***
            Na pozostałych lekcjach Luhan nie mógł się skupić. Ciągle myślał o tym, co powiedział Jongin i o tym, czy zapytać Sehuna czym jest Skojarzenie. Czekając przed budynkiem szkoły na swojego przyjaciela dziwne myśli i uczucia wierciły mu dziurę w mózgu.
            Sehun nie wychodził ze szkoły już dobre piętnaście minut. Powinien był się tutaj zjawić nawet wcześniej niż sam Xiao, bo miał mniej lekcji niż on. Kiedy w końcu szatyn wyszedł ze szkoły, Luhan odetchnął z ulgą.
            -Gdzie byłeś tak długo? Martwiłem się, że coś ci się stało – mówił Lu opiekuńczym tonem.
            -Spokojnie. Ja to nie ty – mówiąc to wskazywał na siniaki na twarzy blondyna. – Musiałem omówić kilka spraw z Tao i Baekhyunem.
            -W porządku, ale następnym razem mógłbyś chociaż wysłać mi sms – powiedział Xiao i pociągnął Sehuna za rękaw koszuli, po czym ruszyli razem w stronę domu blondyna.
            Całą drogę Luhan był bardzo rozkojarzony. Nie uważał nawet na to, jak idzie, co spowodowało, że jego urocza twarz kilka razy spotkałaby się z podłożem.
            -Co z tobą, Luhan?! – krzyknął Sehun, powodując, że starszy chłopak aż podskoczył i otrząsnął się dla opamiętania – Czy ty mnie słuchasz?
            Absolutnie nie, palancie. – Tak, cały czas – odpowiedział blondyn pewnym tonem.
            -Więc co myślisz o moim pomyśle na wykonanie projektu z angielskiego? – zapytał młodszy, patrząc uważnie na Luhana.
            -Yyy… Uważam, że jest świetny – rzucił szybko chłopak, chcąc uniknąć dalszych pytań swojego przyjaciela.
            -Ha! I tu cię mam. Wcale mnie nie słuchasz, kretynie – powiedział Sehun i roześmiał się. – Nie mogę robić projektu z angielskiego, bo na niego nie chodzę.
            -Przepraszam. Jestem dzisiaj bardzo rozkojarzony – powiedział Luhan, spuszczając głowę.
            -To wszystko przez ten wypadek. Chodźmy do ciebie. Pomogę ci z lekcjami, żebyś nie napisał żadnych głupot – rzucił Oh i uśmiechnął się do Xiao.
            Ucząc się matematyki, myśli Luhana zadręczały się nowym, trudnym słowem -Skojarzenie. Miał ciągłe wątpliwości, co do słów Kim Jongina, ale z drugiej strony nie wiedział, dlaczego miałby mu nie wierzyć. Postanowił  jednak skupić się na zadanych pracach domowych i na pomocy Sehuna.
            Matematyka. Jongin. Funkcje. Skojarzenie. Ułamki. Miłość! – takie myśli krążyły po głowie Xiao, przez co nie zwracał nawet uwagi na słowa szatyna.
            -Luhan! Słuchaj mnie! – krzyknął Sehun i potrząsnął drobnym ciałem przyjaciela.
            -Huh? O co ci chodzi? Przecież słucham – tłumaczył się Xiao Lu, patrząc na to, co napisał.
            -Jasne – powiedział Sehun, wywracając oczami. – Gdybyś mnie słuchał, nie napisałbyś, że wzór na funkcję to pole koła , przygłupie.
            -Przepraszam, Hunnie, przepraszam – mamrotał blondyn, próbując powstrzymać się od śmiechu z własnej głupoty.
***
            Kilka dni później, na najdłuższej przerwie Jongin zaciągnął Luhana do nieużywanej już toalety. Jednym sprawnym ruchem ciemnoskóry przycisnął chłopaka do ściany i naparł na jego wargi swoimi. Xiao Lu nie wiedział jak się zachować, więc zarzucił swoje ręce na szyję Kaia i przyciągnął go bliżej siebie. Nagle obaj usłyszeli skrzypienie drzwi. Jongin zakrył usta Luhana dłonią i nakazał mu być cicho. Chwilę później drzwi skrzypnęły po raz kolejny, dając im do zrozumienia, że ktoś właśnie wyszedł. Luhan odepchnął dłoń ciemnoskórego i powrócił do poprzedniej czynności. Po chwili zwykłe pocałunki zaczęły przekształcać się w porządne obmacywanie raz po raz dekorowane słodkimi jękami.
            Sehun wszedł do toalety bezszelestnie. Zatrzymał się na chwilę, słysząc ciche pojękiwania i prośby. Chłopak zdumiał się, bo niby który normalny uczeń zaciągnąłby tutaj swoją dziewczynę na jakiś szybki numerek . On przychodził tutaj odpocząć i pomyśleć. Szatyn stawiał ostrożnie kroki i powoli zbliżał się do źródła dźwięku.
            -Luhan, co ty wyprawiasz?! – wrzasnął Sehun, patrząc na Xiao Lu i Jongina, którzy dopiero co oderwali się od siebie.
            -Tak się składa, że on jest ze mną i ja go na to namówiłem – powiedział Kai, szczerząc swoje zęby w łobuzerskim uśmiechu.
            -Ciebie nikt nie pytał o zdanie, pajacu – rzucił drwiąco szatyn. – Lu, musimy porozmawiać.
            -Dobrze, Sehun – szepnął najstarszy z nich. – Do zobaczenia później, Jongin.


            -Czy tobie całkiem odbiło? – zapytał szatyn, kiedy znaleźli się już poza terenem szkoły.
            -Nie, dlaczego tak sądzisz? – odpowiedział Luhan pytaniem na pytanie.
            -Przecież ty go nienawidzisz. Zawsze się go bałeś, a teraz co? Zaraz będziesz się z nim pieprzył na korytarzu – mówił Sehun z niedowierzaniem, wymachując rękami.
            -Sehun, muszę ci coś powiedzieć – zaczął Xiao, patrząc niepewnie na przyjaciela. – Od ostatnich kilku dni coś dziwnego się ze mną dzieje. Cały czas myślę o Jonginie. O tym co mówi, co robi, o jego boskim ciele, które mógłbym…
            -Przejdź do sedna – przerwał Luhanowi szatyn. – Nie chcę słuchać o tym, jak bardzo go ubóstwiasz. Wolę nie wiedzieć co robicie po lekcjach.
            -Uhm… Nieważne. Chodzi o to, że chyba nieświadomie staliśmy się parą. Kiedy tylko on jest w pobliżu, działa na mnie jak magnes. Podchodzę do niego, bez przeszkód trzymamy się za ręce i nawet…
            -Obmacujecie w pierwszym lepszym kiblu. Jasne, rozumiem – mówił Sehun, przewracając oczami.
            -Nie przerywaj mi – rzucił Luhan. – Problem tkwi w tym, że nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Zawsze uważałem go za wroga, a teraz nagle… - urwał na chwilę Luhan – chyba się w nim zakochałem.
            -Pieprzysz, jakby ci ktoś mózg podmienił – uciął szatyn. – To jedyne racjonalne wyjaśnienie – dokończył, po czym odwrócił się, chcąc wrócić do szkoły.
            - Poczekaj, nie skończyłem! – krzyknął Luhan. – Chciałbym, żebyś mi pomógł to rozwiązać. On kiedyś powiedział mi o czymś, czego nie zrozumiałem. Wydaje mi się, że chodziło o coś, co nazywał Skojarzeniem – powiedział, a na dźwięk ostatniego słowa idący przed nim szatyn, zatrzymał się i odwrócił.
            - SKOJARZENIE?! – wrzasnął Sehun, nie wierząc w to co usłyszał, a Xiao tylko skinął głową. – Od jak dawna się tak czujesz?
            -Od kiedy miałem wypadek. Jongin wtedy mi pomógł. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Dla mnie nie bał się pobrudzić krwią. Trochę mnie wtedy wystraszył. W końcu nie codziennie widzi się kogoś z twarzą w swojej krwi – odpowiedział Luhan.
            -Jego. Twarz. W. Twojej. Krwi. – powiedział mechanicznie młodszy i zamknął oczy, chcąc wyłączyć myślenie i zaczerpnąć świeżego powietrza. – Lulu, nie zbliżaj się do niego. Dobrze ci radzę. Nie obchodzi mnie to czy jesteście razem, czy też nie. Po prostu skończ z nim – mówiąc to Sehun zbliżał się powoli do przyjaciela, po czym przytulił go, jakby chciał ochronić go przed największym złem, krążącym po tym świecie.
***
            Po tej rozmowie, Luhan już więcej nie widział Jongina tego dnia. W jego głowie kłębiły się setki dziwnych, niepoukładanych myśli. Dlaczego miał się odsunąć od ciemnoskórego? Przecież się w nim zakochał. Miał z nim tak po prostu zerwać? Jak gdyby nigdy nic? Jongin dawał mu ogromną bliskość i czułość. Przy nikim nigdy nie czuł się tak bezpiecznie. Nawet przy swoim najlepszym i najdroższym przyjacielu – Sehunie.
            Xiao Lu odsuwał od siebie wszystkie złe myśli, które dawały mu znaki do jakichkolwiek obaw o prawdziwość i szczerość miłości Kaia. Co prawda nie było to nic naturalnego. W końcu kiedyś śmiertelnie go nienawidził, ale jak widać, wszystko może zmienić się w ciągu kilku minut. Postanowił, wbrew Sehunowi, nadal widywać się z Jonginem. Nie widział nic złego, kryjącego się pod słowem Skojarzenie.
            W ciągu kilku następnych dni, Luhan spędzał z Kaiem każdą przerwę i wolną chwilę. Najdroższy przyjaciel blondyna obserwował wszystko z boku i postanowił już więcej nie wtrącać się w nieswoje sprawy. Mimo iż martwił się o Xiao, nie mógł wchodzić między tę dwójkę, zwłaszcza wtedy, gdy wiedział czym grozi połączenie przez Skojarzenie. Jeśli Sehun w jakikolwiek możliwy sposób zbezcześciłby świątynię, którą było ciało starszego przyjaciela, Jongin prawdopodobnie zakopałby go żywcem. Wiedział jednak, że nawet gdyby Luhan posłuchał jego rady i odwróciłby się od ciemnoskórego, czar nie zniknąłby.
***
            Kilka dni przed zakończeniem roku Jongin zadzwonił do Luhana.
            -Cześć Lulu. Nie miałbyś ochoty spotkać się w piątkowy wieczór ze mną? – zapytał Kai, śmiejąc się do słuchawki.
            -Z przyjemnością. To byłaby nasza pierwsza poważna randka. Tylko powiedz mi gdzie i o której – odparł Luhan, również się śmiejąc.
            -Tak jak już mówiłem. Piątek. W nocy. Najlepiej przed północą . W pobliskim lesie – zadeklarował ciemnoskóry z powagą w głosie.
            -Czy ty sobie żartujesz? W lesie? W nocy? Co ty sobie…
            -Pamiętaj! To ma być nasza pierwsza poważna radnka. Błagam cię. Musisz się tu zjawić – nalegał Jongin.
            -Ech… No dobra. A czy mam jakieś inne wyjście? – zapytał Xiao z ogromną nadzieją. Szwendanie się  samemu po nocy w lesie nie było w jego stylu oraz było niebezpieczne. W końcu nigdy nie wiadomo co może wyskoczyć zza drzewa.
            -Hm… NIE! – krzyknął uradowany Jongin, ale odpowiedziała mu tylko cisza. – W takim razie widzimy się w piątek, skarbie.