Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 stycznia 2017

It's cold outside


Pairing: Chanyeol/Baekhyun
Gatunek: smut, fluff
A/N: Jako że wczoraj była awaria internetu, a za mną od jakiegoś tygodnia chodziło ff w takim stylu (klik), pokusiłam się, żeby przepisać bazgroły z kartki i dokończyć je. Mam nadzieję, że mi wybaczycie kolejnego Chanbaeka, ale to jest po prostu moc otp (albo moje małe zainteresowanie innymi pairingami :( ). Mimo wszystko mamy za oknami zimę, no i jest okropnie zimno, przez co przyjemniej mi się pisało. Zapraszam!


– Brr, bardzo zimno dziś na dworze! – zawołał Chanyeol, wchodząc do ich przytulnej sypialni i pocierając zziębnięte dłonie o siebie.
Park właśnie wrócił z pracy i raczył przywitać swą osobą ukochanego, Baekhyuna. Mimo iż chciał jak najszybciej znaleźć się w domu, poszedł do położonej w pobliżu firmy restauracji, by zjeść ciepły obiad. Za dobrze wiedział, że jego chłopak jest zbyt leniwy, żeby cokolwiek ugotować i sam pewnie pożywił się zupką z torebki.
Unosząc wzrok znad ulubionej książki, Byun uśmiechnął się delikatnie, po czym mruknął w odpowiedzi, nasuwając na nos okulary, które wrednie zsunęły się na czubek nosa. Prostując z głośnym chrzęstem palce, rozejrzał się po pokoju i wrócił do czytania. Z ust Chanyeola wydobył się jęk dezaprobaty. Nie tak wyobrażał sobie to powitanie.
Liczył na miły czas przy herbacie i beztroskiej rozmowie. Doskonale znał ukochanego, stąd był przekonany, że przystanie na tę niewypowiedzianą propozycję. Lubił wówczas snuć z nim plany na niedaleką przyszłość lub na nadchodzący wieczór. Wzdychając ciężko, wyższy odwrócił się do drzwi i po cichu zamknął je na klucz. Postanowił szybko zmienić swój pierwotny pomysł. Przysiadł beztrosko na brzegu łóżka i zaczepnie przesunął dłonią po łydce starszego.
– Kochanie, wiesz, jak mocno pada śnieg? – zaczął szeptem, starając się przykuć uwagę Baekhyuna. Nie widząc żadnej reakcji z jego strony, zdecydował się brnąć dalej. – Myślałem, że nie wrócę do domu. Wszystkie drogi są białe i oblodzone. Niby jest cicho i spokojnie, ale z drugiej strony jest okropnie zimno…
– Przeszkadzasz mi – napomknął nieco poirytowany Byun i posłał ukochanemu niemal mordercze spojrzenie.
– Baek, moglibyśmy…
Nie dokończył, bo starszy zamknął mu usta ciepłym pocałunkiem. Usłyszał jeszcze głośny huk, z jakim książka upadła na ziemię. Ich wargi przez moment błądziły bez celu, aż w końcu zjednały się w równym, namiętnym rytmie. Baekhyun złapał Chanyeola za kark, przyciągając go bliżej i pogłębiając pocałunek. Miał wrażenie, że w jego piersi co sekundę wystrzeliwują setki fajerwerków, co wysyłało łaskoczące mrowienie do całego jego ciała, aż po koniuszki palców.
Przesunął językiem po dolnej wardze młodszego, a potem posmakował słodkiego smaku truskawkowego napoju i uśmiechnął się nieco. Kochał w nim właśnie to, że czasami jego dziecinna strona brała górę nad wszystkim, choć tak usilnie każdego dnia ukrywał ją pod maską opanowanego i taktowanego młodego mężczyzny. Wyższy wydawał się być początkowo zbity z tropu, ale z czasem zaczął coraz chętniej odwzajemniać gest. Długo, długo potem oderwali się od siebie, oddychając szybko, krótko, płytko, ulotnie.
– Baek, potrzebuję cię – wydyszał Park i na powrót przylgnął do warg ukochanego, popychając go przy tym na miękkie poduszki.
W czasie tej niezauważalnej przerwy starszemu udało się jeszcze zdjąć okulary, które prędko wysunęły mu się z dłoni, gdy tylko poczuł miękki, ciepły język nieśmiało muskający jego własny. Aż pąsowy rumieniec zakwitł na jego policzkach. To również kochał w swoim chłopaku. Nastoletnią niewinność, do której brakowało mu bardzo, bardzo wiele, ale o tym wiedział tylko i wyłącznie Baekhyun.
A-ach, Chanyeol. – Sapnął, kiedy duże dłonie zaczęły sunąć wzdłuż jego ciała i nóg, w tę i z powrotem, a lekko napuchnięte usta wyciskały palącą ścieżkę pożądania na jego szyi.
– Tak, Baek? – spytał wyższy chrapliwym głosem, po czym leciutko przygryzł skórę na obojczyku Byuna.
– Ja też cię potrzebuję – powiedział cicho i uśmiechnął się zachęcająco.
Nim się zorientował brązowy, wełniany sweter, który miał na sobie tego dnia, bezszelestnie dotknął podłogi. Rozognione wargi Chanyeola przesuwały się po jego skórze tak gładko i tak idealnie. Żaden pocałunek, żadne muśnięcie czy przygryzienie, żadna malinka nie były nie na miejscu. Każdy drobny gest pasował tam, gdzie się znalazł niczym doskonałe puzzle. Czując, jak młodszy ssie jego wrażliwego sutka, a drugiego drażni palcami, Baekhyun nie potrafił powstrzymać głębokiego jęku i automatycznego odruchu, dzięki któremu jego plecy wygięły się w łuk.
– Spokojnie, kochanie – wymruczał Park, na moment przerywając pieszczotę. – Wiem, że jesteś szalenie wrażliwy, ale żeby aż tak! – Gdy chichotał, niższy nieoczekiwanie klepnął go w ramię. – Kiedy kochaliśmy się ostatni raz? Trzy dni temu? Cztery? – Przesunął palcami po wyblakłych już śladach, jakie wtedy zostawił. – Myślałem, że z każdym kolejnym razem się przyzwyczajasz, ale chyba tylko coraz bardziej się nakręcasz. Niedługo nawet nie– Och! – jęknął, czując, jak Byun umyślnie ociera udem o jego krocze.
– Za dużo gadasz, Chanyeol. Mówił ci to ktoś kiedyś? – rzucił niby od niechcenia, nie przestając drażnić ukochanego, który teraz odchylił głowę i mocno zacisnął powieki.
Postanowił przejąć inicjatywę, dlatego podniósł się, po czym zręcznie popchnął wyższego na plecy i usiadł na nim okrakiem. Jeszcze przez moment złośliwie ocierał ich krocza o siebie, hamując swoje własne odruchy. Później zaczął go całować z taką samą pasją, jaką wcześniej wylewał z siebie Park. Bez zastanowienia zdjął jego bluzę i koszulkę, przy okazji dostrzegając, że to ta, którą dał mu w prezencie na Gwiazdkę.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc równomiernie falującą pierś, lekko wyrzeźbione mięśnie (zwłaszcza, że z ogromnym zainteresowaniem lubił też patrzeć, jak ukochany pracuje nad nimi na siłowni). Przebiegł palcami po gorącym torsie i wyczuł, jak wszystkie te mięśnie spięły się jak na żądanie, a serce przyspieszyło tempa. Oblizał lubieżnie wargi, by po chwili przytknąć je do szyi swojego chłopaka. Tętnica żywo pulsowała, kiedy zostawiał krwawe plamki na skórze, która nie była tak wrażliwa jak ta jego.
Jego usta sunęły niżej, jakby same wiedziały, dokąd zmierzają. Chanyeol odczuwał wszystko na tym samym poziomie, co Baekhyun, ale nie dlatego, że był wyczulony. Jego emocje po prostu stawały się przy nim niezwykle nieokiełznanie. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Zaśmiał się cicho, jak tylko zwinny język starszego przesunął się po jego ścieżce miłości. Zawsze chciał się jej pozbyć, jednak za bardzo podobała się Byunowi i dlatego ją zostawił.
Szybki dźwięk rozpinanego paska, zdejmowanych spodni i Park leżał już w samej bieliźnie.
– Zamknąłeś drzwi?! – zawołał nagle niższy, w mgnieniu oka zeskakując z łóżka, przez co młodszy poczuł się na moment opuszczony.
– Jak byłeś zajęty czytaniem – odparł Chanyeol, obserwując ukochanego.
– Czyli planowałeś to od początku? – Baekhyun kokieteryjnie uniósł brew, po czym uśmiechnął się filuternie.
– No… powiedzmy. – Zaśmiał się, z powrotem czując ciężar drugiego na posłaniu, lecz zaraz przestało mu być do śmiechu.
Chętna dłoń najpierw odrobinę nieśmiało przesunęła się po jego kroczu, a później przycisnęła się do niego z jeszcze większą chęcią. Byun lubił drażnić młodszego, dlatego teraz też to robił. Niby jednoznacznie zaczepiał gumkę jego bokserek, jakby chciał je z niego ściągnąć, ale za sekundę puszczał ją, wynagradzając to Chanyeolowi czułym pocałunkiem lub mrowiącą malinką. Niedługo potem znów go z wyczuciem masował i ściskał, by zaraz przestać.
Kiedy wyższy już prawie miał dość i chciał wziąć sprawy w swoje ręce, Baekhyun w końcu zsunął niepotrzebną bieliznę i z miejsca przytknął swoje ciepłe wargi do jego członka. Znaczący uśmieszek przyozdobił jego wargi, gdy usłyszał głośny jęk. Ostrożnie wziął prężącą się męskość w dłonie i zaczął ją lizać w koci sposób. Prowokująco patrzył Parkowi w oczy, gdyż wiedział, że ten uważnie mu się przygląda. To tylko potęgowało ciągle kumulujące się pożądanie.
Biorąc w końcu członka do ust, Byun odniósł wrażenie, jakby spełniał marzenie niewyżytego nastolatka. Jednak i tak to uwielbiał. Chciał sprawiać przyjemność ukochanemu, bo tamten zawsze odwdzięczał mu się tym samym, a może nawet dawał z siebie o wiele więcej, gdyż wydawało mu się, że zwyczajny seks to za mało. Starszy przymknął oczy, kiedy poczuł duże dłonie w swoich włosach zachęcające go do pogłębienia pieszczoty.
Posłusznie, nieco ulegle począł go ssać i wciąż drażnić językiem. Rytmicznie poruszał głową, a nie mogąc wziąć go już więcej, pomagał sobie rękami. Wiedział, że Chanyeol kochał jego palce, a wręcz miał na ich punkcie obsesję. Ileż to razy brał je w swoje dłonie, dotykał, przyglądał się im z większą uwagą niż powinien? To zawstydzało Byuna, ale najbardziej żenującym momentem był ten, gdy młodszy poprosił go, by użył swych własnych palców, by się przygotować. Nie zapomniał jednak satysfakcjonującego widoku na twarzy Parka.
Momentalnie twarz Baekhyuna poczerwieniała i jeszcze bardziej przyłożył się do zadowalania swego chłopaka. Drżące palce młodszego chwytały jego niesforne kosmyki, kiedy mimowolnie wypychał biodra. Nieustające jęki, stęknięcia i westchnięcia upewniały ich obu w tym, że spełnienie jest blisko. Znali się już na tyle dobrze i byli ze sobą już tak długo, by znać wszystkie, nawet najmniejsze wzajemne odruchy.
Baek… Hyun! – jęknął głośno Park, odchylając głowę do tyłu.
Osiągnął szczyt, a całe jego nasienie wylądowało w ustach starszego, który po wszystkim otarł lśniące wargi i uśmiechnął się szeroko.
– Dlaczego ty jeszcze masz na sobie spodnie? – spytał Chanyeol, pospiesznie podnosząc się do siadu.
Ponownie popchnął ukochanego na poduszki, które aż się odsunęły. Żarliwy pocałunek na nowo złączył ich tęskne usta i młodszy mógł posmakować samego siebie, ale jakoś nigdy mu to nie przeszkadzało. Wolał skupiać się na tym, że teraz jego kolej by dać starszemu masę przyjemności. Ich języki splatały się w ognistym tańcu, gdy odpinał ciasne spodnie Byuna. Zdjął je razem z bielizną, umyślnie dociskając swoją dłoń do jego krocza. Stłumiony jęk rozniósł się echem po nieco ogłuszonym pomieszczeniu.
– Odwróć się na brzuch – polecił młodszy, rzucając ubrania na podłogę.
W czasie, kiedy Baekhyun zajmował wygodną dla siebie pozycję, biorąc pod głowę najlepszą poduszkę, wyższy wyjął z nocnej szafki lubrykant. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, a potem przygryzł wargę, nie dając po sobie nic poznać. Bez zbędnego przeciągania, uniósł biodra ukochanego w górę, eksponując jego pośladki, na których wciąż widniały lekko czerwone ślady jego niecierpliwych dłoni. Nawilżył swoje palce i bardzo powoli wsunął w Byuna jeden z nich.
Ostry, lecz jakże melodyjny jęk przeszył rzednącą ciszę. Gdy Chanyeol począł wykonywać pierwsze ruchy, te słodkie dźwięki szybko zniknęły, jakby się rozpłynęły. Nie rozumiał dlaczego, wobec tego dołączył kolejny palec, przyglądając się swojemu chłopakowi. Wtedy też dostrzegł poduszkę i pokręcił głową. Wyrwał ją z jego rąk, mimo iż widział pobielałe kłykcie, ze wszystkich sił starające się go powstrzymać.
– Chcę cię słyszeć – powiedział pewnie. Był teraz tak inną osobą od tej, która niedawno wróciła z pracy i narzekała na zimno. – I podnieś się na dłonie. Wiesz, że twoje plecy też lubię. I kark – mówił, nie przestając sprawnie poruszać dłonią. W międzyczasie dodał również trzeci palec.
Zręcznie je zginął i przekręcał nadgarstek, mając na celu tylko jedną rzecz. Gdy usłyszał rozdzierający krzyk, prawie utonął w dumie. Strzał w dziesiątkę, pomyślał, zdając sobie sprawę, że trafił w prostatę Baekhyuna. Powtórzył ten ruch kilka razy i zabrał dłoń, widząc powoli drżące kolana.
– Zaraz dostaniesz więcej – wyszeptał, na co starszy tylko skinął głową, dysząc wyczekująco.
Chanyeol nie szczędził lubrykantu, by tylko ukochany mógł poczuć się tak wspaniale, jak on trochę wcześniej. Będąc gotowym, poinformował go o tym i przysunął się bliżej. Choć robili to nierzadko, wolał zawsze być ostrożny, delikatny, czuły i kochany. Dlatego też niemal zbyt wolno wsunął się w Baekhyuna, odrobinę za mocno zaciskając palce na jego wąskich biodrach. Po dłuższej chwili wreszcie poczuł to przyjemne ciepło. Przymknął oczy i niemal równocześnie wydali z siebie przeciągły jęk.
Poruszył się pomału, na próbę. Nie słysząc słów sprzeciwu, zaczął wykonywać rytmiczne ruchy, które jednak na początku były zdecydowanie leniwe. Mieli dużo czasu, choć niecierpliwe ciała błagały o pośpiech. Przyspieszył nieco, pochylając się nad Byunem, chcąc być bliżej niego. Cicho sapnął mu do ucha, dając o sobie znać, na co tamten odwrócił całą czerwoną twarz, łącząc ich wargi w kolejnym gorącym pocałunku.
Mimo iż ta pozycja była dla starszego cholernie krępująca, nigdy nie narzekał. Przeciwnie, lubił ją, chociaż wstydził się pokazywania swojego tyłka Chanyeolowi w ten sposób. Poza tym nie wiedział, do czego tamten był zdolny, kiedy na niego nie patrzył. Takie chwile jak ten pocałunek sprawiały, że wszystkie jego dziwne myśli gdzieś uciekały, pozwalając mu skupić się na tym, co dzieje się tu i teraz. Gdy ruchy bioder Parka stały się znacznie szybsze, za to bardziej precyzyjne, Baekhyun poruszył także swoimi. Jego dłonie powoli słabły, a kolana delikatnie się trzęsły, ale nie poddawał się. Każdemu mocnemu i głębokiemu pchnięciu wychodził naprzeciw, chcąc wziąć jeszcze więcej.
– Tak! – wyrwał się krzyk z jego gardła, gdy Chanyeol kolejny raz tego dnia uderzył w jego prostatę.
Teraz już nie pozwolił zamknąć sobie ust. Skoro Park życzył sobie go słuchać, będzie to miał. Jego jęki, westchnięcia, urywane prośby były tak głośne, że z pewnością nawet sąsiedzi mogli się domyślić, co robili. Ale przecież nie był to powód do wstydu. Mieli prawo okazywać swoją miłość w zamkniętych czterech ścianach, a to, że ściany te nie były dźwiękoszczelne, to już nie była ich wina.
W pewnej chwili ręce Byuna całkowicie się poddały i jego tors spotkał się z chłodnym materacem. Błyszczące kropelki potu spłynęły po jego twarzy i szyi. Był za słaby, by wytrzymać tak do końca, jednocześnie tak bardzo chciał być jak najbliżej Chanyeola. Młodszy na chwilę przestał, wprawiając tym ukochanego w zakłopotanie.
– Jednak wolę widzieć twoją twarz bardziej niż twoje pośladki – wymamrotał, przewracając go na plecy.
Złapał jego uda, przysuwając starszego bardzo blisko siebie. Wszedł w niego jednym pewnym ruchem, a zgrabne łydki ułożył na swoich ramionach. Nachylił się, pozwalając, by ich wargi zderzały się w chaotycznym geście. Tempo jego pchnięć stało się zaś niemal szalone. Pomimo to Baekhyun parę razy poprosił o mocniej, głębiej i szybciej. Zatracali się w tej bezgranicznej rozkoszy, patrząc sobie prosto w oczy, wypowiadając strzępkami swoje imiona.
Pewnie trwałoby to w nieskończoność, gdyby Chanyeol nie ujął cieknącego członka Byuna w swą dłoń. Poruszał nią zgodnie z rytmem uderzeń. Obaj byli już na krawędzi. Odgłos stykających się ze sobą ciał tylko przybliżał ich do spełnienia. I w końcu ciało starszego zadrżało konwulsyjnie, a z jego ust niepostrzeżenie wyrwało się imię ukochanego. Jego nasienie wylądowało na palcach Parka i na jego własnym brzuchu. Wypchnął kilkukrotnie biodra i lada chwila poczuł, jak jego wnętrze wypełnia się czymś ciepłym.
– Baekhyun – wyszeptał wyższy, wykonując jeszcze parę nieznacznych ruchów, by mogli odzyskać część świadomości.
Zmęczony opadł obok swojego chłopaka, chwytając go za rękę. Ucałował ją czule i uśmiechnął się szeroko.
– Kocham cię, Baekhyun – powiedział zachrypniętym głosem.
– Ja też cię kocham, Chanyeol – odparł Baekhyun, układając głowę na rozgrzanej, nadal niespokojnej piersi.
Donośne pukanie do drzwi wyrwało ich z pięknej krainy, w której się znaleźli.
– Moglibyście trochę ciszej?! Niektórzy chcą zjeść obiad w spokoju! – To Jongdae, który z pewnością przed chwilą wrócił do mieszkania po ciężkim dniu na uczelni.
– Wybacz, ale dzisiaj tak cholernie zimno na dworze – odpowiedział mu Park i roześmiał się głośno, zerkając na ukochanego, którego policzki znów zapłonęły żywą czerwienią.

sobota, 25 czerwca 2016

Black & White [12/12]

Długość rozdziału: 4120 słów

– Zakochałeś się, Park Chanyeol – oznajmił radosnym tonem Junmyeon, odstawiając na szklaną ławę dwa niezwykle męskie różowe kubki ze świeżą herbatą. – Wiem, co mówię. Jestem psychologiem, więc trochę się na tym znam.
– Opowiadasz bzdury – obruszył się Chanyeol, wygodniej rozsiadając się w beżowym fotelu naprzeciw przyjaciela. Przez jakiś czas patrzył na niego spode łba, a potem westchnął, kręcąc głową. – Ja się nie zakochuję.
Lekarz zaśmiał się pod nosem, po czym zaczerpnął łyk ciepłego napoju. Wciąż był zaspany, jako że Park zadzwonił do niego w środku nocy i obudził go, ale czego nie robi się, żeby pomóc komuś w potrzebie. – Tego nie da się kontrolować. Zakochujesz się i już, rozumiesz? To nie jest coś, co można włączyć czy wyłączyć. To się po prostu dzieje.
Załamując ręce, Park poddał się, nie wypowiadając już ani jednego słowa. Odkąd tu przyjechał, Kim patrzył na niego z dziwnym uśmieszkiem na twarzy, czego zwykle nie robił. Czasami tylko mu dogryzał, jednak to było ponad wszystkie granice. Biznesman naprodukował się, jak mógł, żeby dość szybko, ale i skrupulatnie opisać od początku wszystkie wydarzenia. Nie pomijał też tego, jak się wówczas czuł, bo przecież właśnie to było istotne dla psychologa. Nie takiego wniosku oczekiwał.
Wpatrując się w zamyśloną i jakby zniechęconą twarz Chanyeola, Junmyeon jeszcze raz przeanalizował to, co usłyszał. Nie wyglądało mu to na żadną chorobę ani obłęd. Znalazł się ktoś, kto wreszcie poruszył serce bruneta od czasu odejścia Kyungsoo. Ktoś, kto obudził w nim głęboko skrywane, być możne zapomniane uczucia. Ktoś, kto wypełnił niewidzialną pustkę i brak odpowiedniej miłości. Może i mówili sobie wcześniej, że ich związek ma dotyczyć tylko kontaktów fizycznych, lecz żadna osoba na świecie nie jest w stanie zapanować nad mimowolnymi procesami.
– Wobec tego to wszystko już na nic – skwitował Park, odwołując się do własnych myśli. Ujął swoją twarz w dłonie i przez kilka minut tępo wpatrywał się w misternie namalowany wzorek na kubku. – Tak czy inaczej koniec z umową.
– Czy ty się na pewno dobrze czujesz? – Blondyn natychmiast wstał i podszedł po przyjaciela. Przyłożył mu dłoń do czoła, sprawdzając temperaturę. – Gorączki nie masz, więc czemu ciągle myślisz o tym przebrzydłym układzie.
– Bo go zepsułem! Żaden z nas miał się nie zakochiwać.
– Nie zniszczyłeś umowy, tylko zniszczyłeś znajomość, w gwoli ścisłości – orzekł Junmyeon, kucając. Położył dłonie na kolanach młodszego, patrząc na jego twarz. Wyraźnie widać było, że malowała się na niej konsternacja z powodu niekontrolowanych uczuć. – Powinieneś go przeprosić. Nie dość, że w pewnym sensie go zdradziłeś, to jeszcze bezpodstawnie go oskarżyłeś o tamten artykuł. Jeśli on czuje to samo co ty, na pewno ci wybaczy. Musisz tylko spróbować.
– Nie chcę próbować – burknął Park, krzyżując ręce na piersi. Wyglądał teraz jak małe dziecko, któremu mama nie kupiła najnowszej zabawki. – Chcę, żeby to cholerne łomotanie w sercu i łaskotanie w brzuchu minęło, i chcę Baekhyuna z powrotem.
– Nie ma nic za darmo, Chanyeol. Nic też samo do ciebie nie przyjdzie. Zdobądź się na odwagę i to ty zrób pierwszy krok – zasugerował starszy, delikatnie klepiąc policzek biznesmana.
– Ale ja się boję. – Te słowa były zupełnie nieoczekiwane z ust tak szanowanej i godnej podziwu osoby. –  Boję się, że on mnie odepchnie.
– Kto nie ryzykuje, nie zyskuje. Zapamiętaj to.
Cały następny dzień Chanyeol spędził zamknięty w domu jak w jakiejś twierdzy. Bardzo uważnie pozamykał drzwi na klucz i zaszył się w salonie. Siedział pod kocem, wyglądając przez okno. Podziwiał Seul, co zazwyczaj go uspokajało, tak samo tym razem pozwoliło trochę rozluźnić umysł i uporządkować co nieco w zabałaganionej głowie. Powoli przeanalizował to, co związane było z Baekhyunem. Owszem, bardzo go lubił i chciał spędzać z nim czas, nawet wychodząc na miasto, ale nie uważał, żeby było to zakochanie.
Od czasu do czasu łapał się na tym, że rozmyśla o tym, jak cudownie byłoby teraz mieć chłopaka przy sobie i to z nim zalegać na kanapie. Jak przyjemnie byłoby tulić jego drobne ciało i rozmawiać o niczym. Karcił się wtedy za swoją beznadziejność, odpychając to na dalszy plan. Dręczył go również problem dziwnego mrowienia czy też łaskotania w brzuchu. Chciał się go pozbyć, ale nie umiał. Pojawiał się za każdym razem, jak tylko coś skojarzyło mu się ze studentem.
Po południu Chanyeol przeniósł się z ciepłej sofy na stołek przy fortepianie. Długo wpatrywał się w poszczególne klawisze z nadmierną uwagą, jakby tam mógł znaleźć rozwiązanie wszystkich swoich trosk. Mimo że znał na pamięć całe krocie pierwszorzędnych utworów, odnosił wrażenie, że nie potrafi teraz zagrać nic. Swobodnie ułożył palce na lśniącej klawiaturze, przymykając oczy.
Istny mętlik w głowie nie pozwalał mu ani na sekundę przywołać przed oczy żadnej pieczołowicie napisanej kompozycji, choć był skupiony do granic możliwości. Jego czoło i brwi były mocno zmarszczone, przez co wydawać się mogło, że Park rozmyślał nad tym, jak zawładnąć całym światem. Ostatecznie odetchnął zrezygnowany i odpuścił. Skoro ani jedna znana melodia nie dała się przypomnieć, postanowił zagrać to, do czego same przystąpią jego palce.
Tym sposobem już kilka minut później po schludnie urządzonym, lecz nieco pustym mieszkaniu rozległy się dźwięki Sonaty Księżycowej Beethovena. Mężczyzna nie wiedział, co tak boleśnie gnieździło się w jego umyśle i sercu, że potrafił wykrzesać z siebie ten prosty utwór, ale najwyraźniej ograniczały one zbytni wysiłek. Nie narzekał. Słodka muzyka rozpływała się dosłownie wszędzie, a jej echo cicho osiadało na meblach czy w kątach salonu przejaśnionego promieniami zachodzącego słońca. Park czuł ulgę, jak zwykle kiedy grywał.
Ale jak tylko otworzył z powrotem oczy, cała chęć do muzyki gdzieś z niego uleciała. Zaczął bezlitośnie rzępolić, nie przejmując się tym, że zaraz ktoś może przyjść do niego z pretensjami, że za głośno gra i obudzi małe dzieci. Jedno spojrzenie na tonący w słonecznym żarze Seul wystarczyło, by przeklęte kłęby myśli powróciły. Rozdrażniony uderzył w klawiaturę tak mocno, że klapa od fortepianu niemal przytrzasnęła mu palce. Niewzruszony wstał, a potem skierował swe kroki do garderoby. Potrzebował się rozerwać i na chwilę uciec od rzeczywistości.
Po dwóch godzinach niezwykle pedantycznego wybierania stroju, szybkim prysznicu i bardzo delikatnym makijażu Park ruszył na miasto. Wezwał taksówkę, żeby później nie kłopotać nikogo o odstawienie mu samochodu pod dom. Zaraz gdy wsiadł do auta, powitał go całkiem miły mężczyzna w średnim wieku. Kiedy biznesman podał adres, pod który chciał się dostać tego wieczoru, taksówkarz uśmiechnął się znacząco, zerkając na swojego pasażera we wstecznym lusterku.
Podczas drogi ucięli sobie krótką pogawędkę, która nie miała jakiegoś większego znaczenia. Ot, zwykła wymiana zdań o bieżących sprawach. Dość szybko przedostali się przez wieczorne morze pędzących w nieznane pojazdów i wkrótce samochód zatrzymał się przy klubie Black Souls. Chanyeol zapłacił należną sumę i wysiadł bez pożegnania. Kilka sekund wpatrywał się w biały, oślepiający neon, aż w końcu westchnął bezsilnie i wszedł do środka przez wielkie czarne wrota.
Znajomy widok roztańczonych ciał na zalanym barwnymi światłami parkiecie obudził w nim pozytywną energię. Przyszedł tutaj, aby zapomnieć. W głębi serca liczył nawet na samotną noc spędzoną przy co chwilę napełnianej alkoholem szklance, ale to marzenie od razu uległo destrukcji, kiedy usiadł przy barze i podszedł do niego Kris.
– Witam w Black Souls. Co podać? – powiedział zupełnie formalnie, jak zwykł witać wszystkich gości, choć doskonale wiedział, że niedługo taka atmosfera zniknie i będą rozmawiać jak normalni znajomi.
– Cześć, Kris – odrzekł ponuro Chanyeol, sunąc wzrokiem po wywieszonej nad kontuarem karcie drinków. Zdawało mu się, że nic nie będzie mu smakować, dlatego przygryzł wargę, jeszcze dogłębniej wczytując się w propozycje klubu.
– Może tequila sunrise? Przeważnie to zamawiasz – zaproponował barman, uśmiechając się lekko.
– Nie – stanowczo odparł brunet. – Daj mi coś mocniejszego.
Po wypiciu kilku głębszych, na które biznesman zdecydowanie rzadko wydawał pieniądze, mężczyzna oparł twarz na dłoniach i patrzył na stojące na półkach butelki wypełnione najróżniejszymi trunkami. Wszystkie miały fascynująco ciekawe barwy, co sprawiło, że zmarszczył brwi, jakby starał się wymyślić jakąś zaskakującą teorię dotyczącą tego, dlaczego taki a taki alkohol ma właśnie ten a nie inny odcień.
– Co jest? – spytał Kris przyciszonym głosem, ale tak, aby drugi usłyszał go pośród głośnej muzyki.
Park nie odpowiedział od razu. Bezczelnie odwrócił głowę w kierunku parkietu, z przesadną uwagą obserwując tańczący tłum. Yifan, bo tak brzmiało prawdziwe imię barmana, z miejsca wyczuł, że coś jest nie w porządku. Poznał czarnowłosego na początku studiów podczas jednej z imprez organizacyjnych i od razu zostali kumplami. Od tamtej pory byli ze sobą blisko i spotykali się dość często, jednak żaden z nich ani myślał, by zaistniało między nimi coś innego niż przyjaźń. Ich zażyłość i wzajemne zaufanie pogłębiły się jeszcze bardziej, kiedy Chanyeol załamał się po wyjeździe Kyungsoo.
Właśnie wtedy blondyn pokazał swą troskliwą i prawdziwie dojrzałą stronę. Potrafił wyciągnąć Parka z dołka, gdy tamten chodził jak zombie i więcej czasu spędzał we własnych marzeniach niż w otaczającej go rzeczywistości. Był prawdziwą podporą i uświadomił mu, jak łatwo może stracić przyszłość, którą przed sobą miał. Jego punkt widzenia był inny niż ten Junmyeona. Patrzył na sytuację bardziej jak prosty człowiek a nie wykwalifikowany specjalista.
– Wszystko się spieprzyło – odezwał się beznamiętnie czarnowłosy, zwracając swój wzrok na Krisa.
– To znaczy?
– Pamiętasz Kyungsoo? – zapytał prosto z mostu Chanyeol, krzywiąc się nieco.
– Jak mógłbym zapomnieć? – żachnął się barman. – Przez trzy lata studiów jęczałeś mi do ucha, jak to dobrze ci z nim jest, jak świetnie do siebie pasujecie i jakie to wasze randki nie są fenomenalne. Nie można też zapomnieć twoich opowieści o tym, jak mistrzowsko ci obciągał i jak krzyczał, kiedy dochodziliście w tym samym czasie. – Z szelmowskim uśmieszkiem Yifan zaserwował kolejnego drinka przyjacielowi. – W pamięć zapada też ten czas, kiedy wyłeś jak obłąkany, bo twój najukochańszy Kyungie wyleciał do Stanów i zwyczajnie kopnął cię w dupę. Nie przypominałeś wtedy samego siebie, byłeś jak wrak i dobrze, że miałeś mnie, bo inaczej nie byłbyś teraz dyrektorem, tylko mieszkałbyś w kartonie na ulicy.
Boleśnie przewracając oczami, Park zacisnął wargi. – On wrócił. – Mężczyzna syknął, nerwowo pocierając dłonią kark. – Jakby tego było mało przyszedł do mnie do firmy, a potem poszedłem z nim do łóżka. – Odwrócił spojrzenie, chcąc uniknąć złowrogiego wzroku blondyna. – A gdyby to nie wystarczyło, Baekhyun nas przyłapał. Później ukazał się w gazecie artykuł o mojej orientacji, który był sprawką mojej jakże miłej siostry, a zgnoiłem za niego nikogo innego jak właśnie Baekhyuna.
– Robisz sobie jaja w tej chwili, prawda? – spytał Yifan, unosząc brwi ku górze. Był szczerze zdziwiony. Jeśli wszystko, co mówił Chanyeol, było prawdą, to biznesman zdecydowanie wdepnął w niezłe gówno.
– Nie – oświadczył dobitnie, kręcąc głową. – Jestem teraz śmiertelnie poważny i zdaję sobie sprawę, na jakiego idiotę wyszedłem, ale co zrobić. Właśnie, co zrobić? – Westchnął w beznadziei. – Musisz mi pomóc rozwiązać ten problem.
– A co tu jest do rozwiązywania? Jak mniemam, Baekhyun już się z tobą nie spotyka. Czy to nie załatwia sprawy? Nie musisz się z nim widywać, możesz poszukać sobie kogoś innego. No, chyba że chłopak podał cię do sądu czy coś takiego.
– Widzisz… nie mogę poszukać sobie kogoś innego, bo cały czas myślę o nim – oznajmił Park z pewną dozą smutku w głosie. Upił spory łyk kolorowego drinka. – Nie wiem, chyba za nim tęsknię. Brakuje mi jego głosu, jego nieśmiałych spojrzeń, słodkiego śmiechu. I nie chodzi o seks, po prostu czuję pustkę, bo nie ma obok właśnie Baekhyuna.
Kris przez moment badawczo wpatrywał się w przyjaciela, sprawdzając, czy tamten jest przy zdrowych zmysłach i czy niczego nie udaje. To nie było do niego podobne. Po swojej wielkiej miłości do Kyungsoo nie mówił podobnych słów o żadnej innej osobie, z jaką się spotykał. Byun był po tamtym pierwszym mężczyzną, którego bliskości Chanyeol łaknął. To można było dosłyszeć poprzez te kilka zdań.
– A co z Kyungsoo? Spałeś z nim i…? – dociekał barman, opierając się na ladzie. Mimo iż nowoprzybyli klienci skarżyli się na brak szybkiej obsługi, nie potrafił zostawić bruneta w potrzebie.
– Nic. Kompletnie nic – wyjaśnił zrezygnowany biznesman. – To znaczy… było w porządku, ale to nie to samo co kiedyś. Jak go całowałem, czułem się, jakbym przykładał usta do zimnego głazu. Moje ciało nie reagowało tak jak dawniej. Nie, żebym zawalił sprawę. O tym nie było mowy – bronił się, śmiejąc się cicho pod nosem. – Chodzi o to, że nie było tych motyli w brzuchu, ekscytacji, brakowało tego czegoś. Tej chemii. Wiesz, błyszczących oczu, wzrostu adrenaliny, burzy hormonów, mrowienia w podbrzuszu, wzmożonych reakcji na każdy drobny gest.
– Skoro tego nie miałeś, to czemu śmiejesz się jak pajac? – Yifan westchnął. Przez te parę chwil zdążył zgubić się w toku myślenia Parka.
– Bo to było, gdy kochałem się z Baekhyunem. – Chanyeol nie mógł ukryć delikatnego rumieńca, który oblał jego twarz. Być może był wywołany przez ilość wypitego alkoholu, a może przez zawstydzenie. Trudno było to stwierdzić. – Za każdym razem nie mogłem przestać na niego patrzeć, jakby był nierealny. Wszystkie minuty spędzone z nim były wręcz idealne, pomijając te w ostatnim czasie. Czasami wydawało mi się, że moje serce bije szybciej. Miałem wrażenie, że jakieś dawno zagrzebane emocje chcą się we mnie obudzić, ale im na to nie pozwalałem…
Urwał i ponownie zwrócił twarz w kierunku ludzi bawiących się w rytm szalonej muzyki. Uśmiech niepewnie błądził na jego ustach. Jakiś czas tkwił we własnym świecie, gdzie nic nie było jeszcze zniszczone. Przed oczami ukazał mu się obraz tamtego wieczoru, gdy studenta prawie zaczął obmacywać jakiś staruch, czemu zapobiegł, interweniując w samą porę. Poczuł wtedy zazdrość, jednak nie chciał tego przyznać nawet przed samym sobą. Westchnął, spoglądając zamglonymi oczyma na Krisa.
– A teraz to tak cholernie boli – oznajmił szczerze, wskazując na miejsce swojego serca. – W zasadzie zabolało już wtedy, kiedy zobaczyłem go w drzwiach ze łzami w oczach. – Jednym haustem wypił do końca swojego drinka i skrzywił się.
– Wiesz co, Chanyeol? Według mnie to ty się zakochałeś. – Blondyn poklepał przyjaciela po ramieniu, posyłając mu szeroki, nieco sztuczny uśmiech.
Park prawie zakrztusił się powietrzem. – Ty następny?! Junmyeon powiedział to samo. Jesteście w zmowie? – Patrzył podejrzliwie na twarz barmana, ale nie udało mu się odnaleźć ukrytych intencji.
– Nie, Chanyeol. Taka jest prawda. Choćbyś nie wiem jak się bronił, nie uciekniesz od tego – powiedział ciepło. – Mam dla ciebie radę. Zabieraj stąd swój chudy tyłek, jedź do najbliższej kwiaciarni. Tutaj za rogiem jest taka otwarta całodobowo. Kup największy bukiet, jaki znajdziesz, a potem jedź do niego i na kolanach błagaj, żeby ci wybaczył.
– A jeśli on nie chce mnie już znać?
– Nie pieprz głupot, tylko natychmiast do niego jedź. Im szybciej, tym lepiej – zapewniał Kris, z każdą kolejną sekundą uśmiechając się coraz szerzej.
Nie chcąc tracić już więcej czasu, biznesman w pośpiechu uregulował rachunek, który tym razem wyniósł nieco więcej niż zwykle, a potem pożegnał się i wyszedł z klubu. Machnął ręką na przejeżdżającą taksówkę, a kiedy ta się zatrzymała, od razu poprosił o podwózkę do pobliskiego sklepu z kwiatami. Na miejscu przywitała go bardzo ładna, młoda dziewczyna, lecz poczuła odrazę, gdy do jej nozdrzy doleciał nie do końca przyjemny zapach alkoholu.
– Poproszę pięćdziesiąt czerwonych róż. Na teraz – oznajmił mężczyzna stanowczo. Nie był ani trochę pijany, co jednak podejrzewała ekspedientka, patrząc na niego, jak gdyby sobie z niej żartował. – Uprzedzę pani pytanie, tak, wszystko ze mną w porządku. Nie musi się pani o nic martwić. Proszę tylko dać mi te kwiatki.
Minah, jak głosiła plakietka, wywróciła oczami, po czym zabrała się do pracy. Ślamazarnie przyniosła odpowiednią ilość róż oraz wszystkie konieczne ozdoby, dzięki którym bukiet miał wyglądać bardzo elegancko i pompatycznie. Zręcznymi palcami precyzyjnie układała kolejne łodygi, wtykając pomiędzy nie drobne kwiaty łyszczca, co nadawało całości wdzięku. Po kilkunastu minutach obłożyła wszystko bajeczną, bordową siateczką i przewiązała kokardą. Z gracją wręczyła swoje dzieło podpitemu mężczyźnie, uśmiechając się bardziej do samej siebie aniżeli do niego.
– Należy się 80 tysięcy won – powiedziała przesłodzonym tonem, patrząc wyczekująco na klienta.
Gdy już była przekonana, że czarnowłosy sobie z niej zakpił, ten wyjął portfel i zapłacił odpowiednią kwotę. Kłaniając się w pas, chwycił wyśmienity bukiet pachnących róż. Mocno wierzył w to, że uda mu się podbić serce Baekhyuna, dołączając do prezentu wszelkie wyjaśnienia. Tak naprawdę stresował się jak przed egzaminem końcowym z matematyki w liceum, ale nie dawał tego po sobie poznać. Wsiadł z powrotem do czekającej na niego taksówki i podał kierowcy dobrze znany sobie adres.
Jadąc opustoszałymi ulicami tętniącego życiem miasta, Park rozmyślał o tym, co dokładnie ma powiedzieć studentowi. W głowie nadal miał mętlik, nie wiedział, czy najpierw powinien przeprosić czy wyjawić to, co czuje. Oparł głowę o szybę i spojrzał na kwiaty, a potem na uliczne latarnie, aż w końcu w niebo. Blask pojedynczych gwiazd przypominał mu radosne iskierki w oczach chłopaka, o których jak na złość nie mógł zapomnieć. Westchnął ciężko, potrząsając głową.
Zaraz też znaleźli się na miejscu. Z sercem, które niemalże chciało wyrwać mu się z klatki piersiowej, biznesman ruszył na górę. Ociężale wchodził po schodach, co rusz wahając się nad kolejnym krokiem. Znalazłszy się przed drzwiami mieszkania Baekhyuna, odetchnął z trudem, a bukiet ukrył za plecami. Przełknął nerwowo ślinę, po czym nacisnął przycisk dzwonka, zaciskając powieki.
Kilka chwil później dały słyszeć się jakieś zgryźliwe szepty i szczękanie zamka. W progu stanął zaspany Jongin, a jak tylko dostrzegł Parka, jego twarz nabrała groźnego wyrazu. Skrzyżował ręce na piersi, mierząc mężczyznę ostrym spojrzeniem. Wyraźnie czuł zapach alkoholu, który ciągnął się za brunetem jak wredna guma przyklejona do nowiutkiego buta.
– Czego tu chciałeś? – zapytał Jongin niewzruszony, po czym ziewnął szeroko.
– Przyszedłem zobaczyć się z Baekhyunem – odparł podenerwowany Chanyeol, ściskając w palcach brzeg wstążki.
– Baek ma cię w dupie, wiesz? – dobitnie oświadczył taksówkarz i prychnął. – Lepiej będzie, jak sobie stąd pójdziesz i już nigdy nie będziesz zawracał mu głowy. Spieprzyłeś sprawę, więc nie dostaniesz drugiej szansy, zrozumiałeś? – Park mimowolnie pokiwał głową. – A teraz życzę dobrej nocy. – Kai zatrzasnął drzwi mieszkania.
Zrezygnowany biznesman oparł się ręką o najbliższą ścianę, smutnymi oczami zwiedzając fakturę posadzki na korytarzu. Nie przewidział takiego ruchu, choć właściwie mógł się go spodziewać. Zacisnął dłoń w pięść i lekko uderzył nią, co mimo wszystko sprawiło mu ból. Niechętnie usiadł na zimnej podłodze, nie mając najmniejszego zamiaru wracać do domu. Skoro student w tej chwili spał, musiał wykorzystać poranek na chociażby króciutką rozmowę. Zdjął marynarkę, ułożył kwiaty na kolanach i okrył się, wtulając zmęczone ciało w ścianę. Na sen nie czekał długo, jako że wypite trunki zadziałały jak najpiękniejsza kołysanka.
Wczesnym rankiem Baekhyun przebudził się, szeroko ziewając w poduszkę. Przetarł zaklejone śpiochami oczy i wyszedł z ciepłego łóżka, żeby przygotować śniadanie i zażyć porannej kąpieli. W nocy zdawało mu się, iż ktoś do nich się dobijał oraz że słyszał jakieś głosy, ale nie znalazł na swoje podejrzenia żadnego potwierdzenia. Stwierdził więc, że pewnie mu się to przyśniło. Poczłapał leniwie do kuchni, pragnąc wypić gorącą herbatę i zjeść coś dobrego. Wcześniej jednak postanowił wyjrzeć na korytarz, by upewnić się, czy aby na pewno jakiś szaleniec nie zostawił czegoś pod drzwiami.
Widok, który ujrzał, zaskoczył go i całkowicie zbił z tropu. Pod ścianą, przykryty swą marynarką spał nie kto inny, a sam Park Chanyeol. Jego włosy były zmierzwione i odstawały we wszystkie strony, twarz była na swój sposób dziecięca, lecz nad nim unosiła się chmura oparów alkoholowych. Byun odkaszlnął cicho. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie chwyciło go to za jego miękkie serce. Jednocześnie poczuł też złość. Zacisnął palce, aż pobielały mu kłykcie.
– Jak bardzo tęskniłeś za nim, kiedy nie mogłeś się z nim zobaczyć? – Brzmiało pierwsze z dociekliwych pytań Jongina.
– Co to za pytanie?! – oburzył się Byun, przełykając kolejne łzy, które z prędkością światła napływały mu do oczu. Po chwili jednak westchnął, spuszczając wzrok. – No, bardzo. Nie wiem, jak mam to określić – burczał pod nosem. – Chciałem po prostu mieć go przed oczami. Sam jego widok wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Czułem, jak moje serce tańczy.
– Aha… A teraz? Teraz też za nim tęsknisz? – Kai zdawał sobie sprawę, że poruszał wrażliwy temat, ale nie miał innego wyjścia.
– T-tak – szepnął Baekhyun, a po jego policzkach stoczyły się dwie ogromne krople. – To nie tak, że chciałem mu dzisiaj wskoczyć do łóżka. Miałem ciche marzenie, żebyśmy wyszli do parku albo oglądali film. Potrzebowałem tylko przy nim być.
– Baekhyun, powiedz mi – zaczął niepewnie starszy, opierając brodę na dłoniach i wpatrując się w przyjaciela – co tak naprawdę czujesz do tego Parka?
Osłupiały chłopak najpierw otworzył usta, a następnie zamknął je, przez co wyglądał jak ryba usiłująca zaczerpnąć powietrze. Pociągnął nosem i przygryzł wargę. Może i nie był w niczym tak doświadczony jak otaczający go ludzie, ale jak oni miał w sobie uczucia. Nie był głazem, a czas, który udało mu się spędzić z biznesmanem był dla niego jak wjazd na sam szczyt kolejki górskiej. Tylko że zamiast z niej teraz zjechać utknął zalany potężną falą nowych, aczkolwiek rozpoznawalnych emocji i wrażeń.
– Podoba mi się – mruknął student, bawiąc się swoimi palcami. – Lubię jego bliskość, lubię spędzać z nim czas. Moje serce bije wtedy jak szalone i czuję motyle w brzuchu, Jongin-ah. A kiedy go nie ma, czuję pustkę. Nie umiem przestać o nim myśleć, nawet nie chcę. To jest silniejsze ode mnie. – Baekhyun w końcu odważył się spojrzeć Kim w oczy. – Dlaczego o to pytasz?
– Widzisz, Baek, nie jestem żadnym tam specjalistą, ale kilka razy w życiu przechodziłem przez ten stan – powiedział ciemnowłosy z lekkim, niewskazanym uśmiechem. – Jesteś po prostu zakochany.
Przez cały czas student miał w głowie ową konwersację, którą przyjaciel przeprowadził z nim tuż po tym, jak wrócił od Parka cały we łzach. Jęknął cicho, patrząc na jego skuloną postać. Nie umiał zaprzeczyć słodkim emocjom, które przez ostatnie dwa tygodnie sprawiały mu mnóstwo bólu. Chciał się ich pozbyć, jednak nie był stanie znaleźć wystarczająco dużo odwagi. Z drugiej strony nie był aż tak zdesperowany, by biec do mężczyzny i wylewnie ujawnić mu, co czuje. Odniósł wrażenie, że los podsunął mu pod nos niepowtarzalną okazję i nie miał prawa jej zmarnować. Drugiej takiej mógł już nie dostać.
Ni stąd, ni zowąd śpiący Park poruszył się, marudząc coś pod nosem. Otworzył oczy, a gdy uprzytomnił sobie, że leży na korytarzu, zaklął najdyskretniej, jak umiał. Jasnowłosy odchrząknął dość głośno, na jego twarzy pojawił się wyraz niesmaku. Biznesman prędko przeniósł na niego wzrok i był jednocześnie zmartwiony i szczęśliwy. Niemal od razu wstał na równe nogi, chwytając w dłonie ogromny bukiet. Miał szczęście, że kwiatom nic nie stało się w ciągu nocy.
– Baekhyun – powiedział cicho, nie wierząc w to, że chłopak przed nim stoi. Gwałtownie przełknął ślinę, czując, jak pocą mu się dłonie. – Dobrze cię widzieć. Jest tyle rzeczy, które chciałbym ci wyjaśnić, że nie wiem, od czego zacząć.
Niższy zgromił go spojrzeniem, mimo iż wewnętrznie chciał zaprosić go do środka i wysłuchać wszystkiego. – Co chcesz wyjaśniać? Miło było, jak zmieszałeś mnie z błotem, nie ma co. Ja nie wiem, co tu w ogóle jest do wytłumaczenia – rzekł ironicznie, po czym wywrócił oczami, krzyżując ręce na piersi.
– Baek, proszę, posłuchaj mnie przez moment – niemal błagał Chanyeol. Z całej siły chwycił bukiet, podsuwając go studentowi przed samą twarz. – Wiem, że zachowałem się jak najgorsza na świecie świnia. Nie powinienem cię tak traktować. Tamten poranek był jak piekło. Przyznam się, że zapomniałem o twoim przyjściu. Uległem mu, bo wydawało mi się, że nadal coś do niego czuję, ale potem okazało się, że jednak wcale tak nie jest. – Prychnął cicho, patrząc w bok. Bał się choćby rzucić okiem na Byuna, bo wiedział, że mógłby tego pożałować. – Ten artykuł to kolejna idiotyczna rzecz, która narobiła mi problemów. Zdawało mi się, że to twoja sprawka, bo nikt inny z mojego otoczenia nie chciałby mi zrobić na złość, więc pomyślałem, że mścisz się za to, że byłem z Kyungsoo.
Zginając i prostując palce dłoni, Baekhyun z pewnym rozdrażnieniem słuchał tłumaczeń czarnowłosego. Poniekąd go rozumiał, jako że od dziecka był empatyczny i potrafił wczuć się w sytuację innych. Oczywiście, że był zły, ale nie w tej chwili. W tej chwili było mu przykro, że zupełnie obce mu osoby poróżniły ich. Dogadywali się tak dobrze, a pomimo to ich wzajemne zaufanie nie było na tyle silne by przetrwać te dwie próby. Dostrzegał też cień strachu malujący się na policzkach starszego. Już miał wyciągnąć rękę i położyć ją na jego ramieniu, gdy tamten zrobił głęboki wdech.
– Przepraszam, Baekhyun. – Park utkwił wzrok w błyszczących oczach studenta. – Przepraszam za to, że zachowałem się jak dupek i wyciągnąłem pochopne wnioski, zanim dowiedziałem się prawdy. Przepraszam, że byłem głupkiem. Przepraszam za to wszystko, co złego zrobiłem wobec ciebie. Przez cały ten czas, kiedy się do mnie nie odzywałeś, bardzo tęskniłem. Ktoś uświadomił mi coś bardzo ważnego. – Przerwał na parę sekund. Stresował się coraz bardziej, nie umiejąc utrzymać emocji na wodzy. – Baekhyun, zakochałem się w tobie – oznajmił ciepłym, pełnym radości głosem.
W jednym momencie chłopak miał wrażenie, że jego serce się zatrzymało. Słowa Chanyeola nie docierały do niego tak, jak powinny. Stał jak wryty z lekko otwartymi ustami, wpatrując się w niego jak wrona w kość. Zamrugał oczyma, kiedy rzeczywistość powoli zaczynała w niego uderzać. Park Chanyeol właśnie wyznał mu, co do niego czuje i o dziwo, były to takie same uczucia, które czuł i on. Bez zastanowienia chwycił wielki bukiet, uśmiechając się na jego widok, a później rzucił się mężczyźnie na szyję.
– Ja też za tobą tęskniłem, Chanyeol – wyszeptał Baekhyun, chowając twarz w zagłębieniu szyi bruneta. Kilka chwil wdychał zapach jego mocnych, drogich perfum, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego w ogóle chciał bronić się przed zmierzającym ku niemu szczęściem. – I… też jestem w tobie zakochany, pabo.

A/N: Witam wszystkich! Jak widać, to już koniec. Mam nadzieję, że podobało Wam się to opowiadanie  będziecie do niego wracać. Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze! ♥

sobota, 28 maja 2016

Black & White [8/12]

Długość rozdziału: 3462 słów

Około południa, po bardzo spóźnionym śniadaniu Chanyeol i Baekhyun wyruszyli na przechadzkę po okolicy. Żaden z nich nie miał ochoty na jeżdżenie samochodem czy wracanie do miasta choćby na pięć minut. Obaj marzyli o chwili spokoju i wytchnienia, więc wyłączyli swoje telefony, nawet jeśli później mieli mieć przez to kłopoty. Nie po to wyrwali się ze zgiełku i wrzawy, by teraz ktoś ciągle zrzędził im do uszu, co tam się właśnie dzieje. Chwilowe odcięcie od świata jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Pogoda była idealna. Majowe słońce bez specjalnego wysiłku przyjemnie ogrzewało ich twarze, a leciutki wietrzyk od czasu do czasu zapewniał słodkie ochłodzenie. Mimo wszystko student założył na siebie gruby sweter, pamiętając, jak ostatnim razem zmarzł, czekając na starszego i że tamten nad ranem skarcił go za brak dolnych części garderoby. Wdychali świeże, oczyszczające powietrze, jakie niósł ze sobą las. Jednym uchem wpuszczali odgłosy przelatujących dzikich kaczek i gęsi, a drugim plusk wyskakujących ponad powierzchnię jeziora ryb.
– Wiesz, dokąd idziemy? – zapytał nagle jasnowłosy, spoglądając na drugiego kątem oka. To nie tak, że bał się, że mężczyzna zaprowadzi go na uroczą polanę i tam zostawi, kiedy będzie zachwycał się rzadkimi okazami ptaków. Po prostu chciał się upewnić.
– Tak – odparł stanowczo Chanyeol, wpychając dłonie do kieszeni. Zanim jednak drugi zdążył coś powiedzieć, uprzedził go. – Nie powiem ci. Chcę, żeby to była niespodzianka, dobrze?
Baekhyun jak dzieciak skrzyżował ręce na piersi i spuścił głowę, nadymając wargi. Udawał obrażonego, choć w istocie lubił niespodzianki. Jako dzieciak uwielbiał dostawać niespodziewane prezenty na urodziny czy święta, ale teraz zasłużył na inny rodzaj upominków. I chociaż Park nie był nikim z rodziny, ani nie był jego chłopakiem, cieszył się, że zapewnia mu takie różnorodne atrakcje. Sam z siebie pewnie nigdy nie zdobyłby się na to, żeby pojechać w zaciszne miejsce poza miastem i chwilę się zrelaksować.
Po prawie dwugodzinnej wędrówce, w czasie której Byun chyba ze sto razy zerkał na starszego, próbując wyciągnąć informacje, dokąd się udają, dotarli do zamierzonego celu. Ich oczom ukazały się typowe wiejskie zabudowania, mnóstwo kur, kaczek i innych zwierząt, które służyły za pokarm lub przynosiły zysk w postaci jaj czy mleka. Student patrzył zaciekawiony na wszystko dookoła. Ostatnim razem był na wsi, kiedy był jeszcze dzieckiem. Jeździł często do swojej babci i pomagał jej w wielu pracach, jako że był wzorowym chłopcem.
Na myśl przyszło mu, że Chanyeol zabrał go tutaj, by znów poczuł się jak kilkanaście lat temu. Z drugiej strony podejrzewał, że może biznesman sam co jakiś czas odwiedza to miejsce z tylko sobie wiadomych powodów. To naprawdę ciekawiło chłopaka, a wkrótce wszelkie zagadki, jakie podsuwał mu umysł, miały zostać rozwiązane. Jeszcze raz jasnowłosy omiótł wzrokiem wiejski krajobraz, a potem zaciągnął się powietrzem, które nie było zatrute dymem z kominów i samochodowych spalin.
– Co będziemy tutaj robić? – zapytał mężczyzny, uwieszając się na jego ramieniu. – Tu jest naprawdę ładnie. Chętnie zostałbym tu dłużej niż na weekend – mówił bez zastanowienia, przymknąwszy oczy, gdyż słońce nieco go raziło.
– Zaraz zobaczysz, najpierw chodźmy coś zjeść – zaproponował Park, a chłopak ochoczo się zgodził, uśmiechając się przy tym szeroko.
Tradycyjna kuchnia nie była czymś obcym dla młodszego, jednak dawno nie jadł już niczego takiego. Trochę stęsknił się za wyśmienitym smakiem potraw przygotowanych z sercem, a nie w pośpiechu przy odrobinie szczęścia. Co prawda umiał gotować i robił to dla siebie i przyjaciela, ale to nie było to samo, co robiła jego mama, babcia czy kobiety mieszkające tutaj.
Weszli do jednego domu, gdzie Baekhyun od razu zaczerwienił się, ponieważ domownicy zaczęli go komentować. Widać było, że znali czarnowłosego, dlatego mogli czuć się nieco swobodniej. Mimo wszystko student postanowił mieć się na baczności, żeby nie zrobić czegoś głupiego w obecności obcych sobie ludzi. Zostali uprzejmie zaproszeni do stołu, dlatego bardzo szybko pozbyli się zbędnego obuwia i udali się do jadalni, gdzie smaki wszystkich gotowanych potraw mieszały się ze sobą, drażniąc nozdrza oczekujących na posiłek.
Na początek został podany naengmyeon czyli popularna potrawa na zimno. Napawając się samym widokiem, Baekhyun chwycił do ręki pałeczki i zaczął łowić najpierw makaron, który był nieco twardy jak na to danie przystało, a później kawałki kurczaka i jajko. Nie potrafił powstrzymać się od oblizywania ust po każdym przełknięciu, a gdy jego miska zaczęła ziać pustkami, był bliski skomlenia o więcej. Dlatego ucieszył się, jak tylko każdy wziął swoją porcję jjim.
Z nieco mniejszym entuzjazmem Chanyeol zajadał się swoją marynowaną rybą, pochłaniając przy tym podane także zieloną fasolkę i paprykę. Tak naprawdę nie skupiał się na jedzeniu, a raczej nadal próbował odkryć źródło swoich bezsennych nocy i problemów z emocjami. Ilekroć analizował wszystkie ostatnie wydarzenia, nie dochodził do żadnych konkretnych wniosków. Zaśmiał się cicho, gdy jakaś ahjumma wytarła mu brodę chusteczką. Nie oczekiwał tego, ale nie mógł być zaskoczony. Wszyscy ludzie tutaj byli to znajomi jego dziadka i babci, których już od dawna nie było na tym świecie.
Rodzice rzadko pozwalali mu widywać się ze starszą parą, ponieważ się pokłócili, ale on i tak czasami robił to w tajemnicy. Wtedy też poznał całą lokalną społeczność. Domek, do którego zabrał Baekhyuna należał do jego dziadków. Dostał go jako spadek i skorzystał, remontując go i urządzając po swojemu. Był jego ucieczką od problemów, których ostatnio tylko przybywało. Westchnął, odsuwając od siebie pusty talerz, a potem należycie podziękował.
Po krótkiej rozmowie, którą starsi ludzie zadręczali jego i Byuna – choć temu chyba się to podobało, bo żartował i śmiał się jak dzieciak, na co Park również się uśmiechał – wyszli na zewnątrz. Chłopak delikatnie poklepał się po brzuchu, a potem rozprostował ramiona, gdy ciepłe promienie słońca pieściły jego twarz. Jak dla niego wszystko było wspaniałe, nie umiał wyobrazić sobie spędzenia soboty lepiej. Może nie było to jego spełnienie marzeń, jednak czuł się trochę bardziej wolny. Przynajmniej Jongin nie jęczał mu do ucha, że musi iść zrobić popcorn, bo on przygotowywał ostatnią miskę.
– Teraz mogę pokazać ci niespodziankę – odezwał się nagle Chanyeol, kierując się z młodszym w stronę stajni.
– A samo przyjście tutaj nie było niespodzianką? – zapytał skonfundowany Baekhyun, zerkając na towarzysza z ukosa.
Mężczyzna cicho parsknął pod nosem. – W takim razie to będzie druga niespodzianka –odrzekł, uśmiechając się tak, że w jego policzku pokazał się słodki dołeczek. – Lubisz konie?
– Hm, nie wiem. Niby jeździłem do babci, ale tam nikt nie miał konia. – Jasnowłosy wzruszył niewinnie ramionami i pokręcił głową. – Chociaż nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobają. Wiele razy widziałem ich zdjęcia i uważam, że są wyjątkowe.
– Wyjątkowe? – Starszy zmarszczył brwi.
– Tak. – Byun pokiwał głową. – Koń przy człowieku jest dużym zwierzęciem, ale jak go oswoisz, staniesz się jego przyjacielem, to będziesz mógł na nim bezpiecznie jeździć. To rodzaj zaufania, prawda? Taka specjalna więź.
– Masz rację.
Chwilę później dotarli do dużej stajni. Do środka wprowadził ich nastoletni chłopiec, którego Chanyeol znał, bo był w tym miejscu nie pierwszy raz. Joohyung – bo tak chłopak miał na imię – zaprowadził ich do dwóch koni, które były najbardziej delikatne. Dodatkowo czarnowłosy jeździł na grzbietach obydwu i trochę wiedział, jak się z nimi obchodzić. Oczywiście nie był jakimś specem od koni. Znał podstawy, których nauczył go nastolatek wraz ze swoim ojcem. Był im za to wdzięczny, bo dzięki temu, mógł oderwać się od zapracowanej codzienności nie tylko po to, by iść pograć w tenisa, lecz również, by tu przyjechać i pojeździć konno.
– Będziemy jeździć? – rzucił cicho Baekhyun, tępo wpatrując się w zwierzę w boksie obok.
– Oczywiście. To jest moja druga niespodzianka – odpowiedział Chanyeol, delikatnie klepiąc jasnowłosego po ramieniu.
– A-ale ja nigdy nie jeździłem. Nie potrafię-
– Nic nie szkodzi, nauczę cię – wtrącił Joohyung, uśmiechając się promiennie do nowego znajomego.
Na początek nastolatek podał im ubrania, które były bardziej odpowiednie do jazdy konno, oraz potrzebny osprzęt. Zupełnie zielony student nie wiedział, jak ma zachowywać się przy żywym koniu, który oddychał i dodatkowo śledził wzrokiem każdy jego ruch. To w niczym nie pomagało. Na szczęście pomocny chłopak podszedł do niego, wręczając kostki cukru, którymi obaj zaraz nakarmili Susan. Joohyung dał Byunowi także marchewkę, a później pomógł mu wyszczotkować konia i założyć siodło w odpowiedni sposób.
Następnie przeszli do części, gdzie jasnowłosy miał zawrzeć nić porozumienia z koniem, na którym za chwilę miał jeździć. Co kilka sekund nerwowo strzelał oczami w kierunku Parka. Ten wyraźnie dobrze radził sobie ze swoim zwierzęciem, bo nawet śmiał się i mówił do niego. Baekhyun wyciągnął przed siebie drżącą dłoń, ale nastolatek pokręcił głową z dezaprobatą.
– Musisz być pewien tego, co robisz – pouczył z ciepłą nutą w głosie. – Koń czuje twój strach. Musisz pewnie go pogłaskać, a kiedy go karmisz, wyprostuj palce, bo inaczej cię ugryzie.
Kiwając głową, Byun ostrożnie, lecz odpowiednio położył dłoń na pysku konia i zaczął go głaskać. Uśmiechnął się lekko. – Cześć, Susan. Mam nadzieję, że nie zrobisz mi krzywdy. Nie chcę mieć złamanej nogi. Obiecuję, że będę jeździł jak należy, choć to będzie mój pierwszy raz.
Po krótkiej acz treściwej lekcji, jak należy prowadzić konia podczas jazdy, Joohyung pomógł Baekhyunowi zasiąść w siodle. To nie było aż takie trudne, kiedy miało się kogoś do pomocy. Jasnowłosy uznał, że sama jazda może wypaść gorzej, ale liczył, że w razie wypadku chłopak zrobi, co będzie konieczne. Niedługo później, kiedy tylko Chanyeol wskoczył na gniadego konia, powoli wyjechali ze stajni w kierunku polany i łąk.
– Będę uważał na Baekhyuna – rzucił mężczyzna do Joohyunga i posłał mu promienny uśmiech. Może i nie umiał jakoś wybitnie sobie radzić, ale nie chciał, by ktoś im przeszkadzał. – Bądź w pobliżu na wszelki wypadek.
We dwójkę bez pośpiechu ruszyli w stronę przeciwną do tej, skąd przyszli. Młodszy odrobinę się stresował. Bał się, że może przez swoją nieuwagę wypaść z siodła albo niechcący rozzłościć konia. Czarnowłosy natomiast czuł się pewnie. Zdążył wpaść w rytm konia, dlatego było mu łatwiej, co jakiś czas rzucał okiem na towarzysza. Nie chciał, by stała mu się jakaś krzywda. W końcu nie po to go ze sobą zabrał.
– I jak? – zapytał starszy po pięciu minutach, gdy wydawało się, że student jest już wystarczająco rozluźniony.
– Jest dobrze. Znaczy… tak mi się wydaje. – Byun mocno ściskał lejce, jednak jego dłonie nie drżały, a postawa była mniej sztywna niż przedtem. – Susan jest chyba miłym koniem.
– Tak, jest miła. Tony – Chanyeol wskazał na swojego wierzchowca – też taki jest. Z tego co wiem, ta rodzina trzyma je już dość długo i bardzo się o nie troszczy.
Jechali tak jeszcze przez jakiś czas, gawędząc o zwierzętach, aż jasnowłosy uznał, że za bardzo bolą go nogi i tyłek, więc to pora by wracać. W podobnym tempie dotarli z powrotem do stajni, gdzie już czekał na nich Joohyung. Biznesman pospiesznie zeskoczył z siodła, mając w tym już nieco wprawy. Drugiemu nie poszło tak gładko. Sam nie wiedział, jak to się stało, ale spadł, gdy pozostało mu postawić nogi na ziemi. Jęknął cicho, podnosząc się na dłoniach.
– Baekhyun! – Mężczyzna natychmiast podbiegł do Byuna i przykucnął obok. – Nic ci nie jest? – spytał z nutą niepokoju w głosie.
– Nie. To nic wielkiego – odrzekł niższy, pomału podnosząc się do pozycji stojącej. Otrzepał z ubrania siano i zaśmiał się cicho. – Wystraszyłeś się, jakbym co najmniej spadł z drzewa i złamał nogę. Naprawdę się o mnie martwisz.
Brunet mocno zmarszczył brwi, co jeszcze bardziej rozbawiło Baekhyuna. – Martwię się, bo gdyby coś ci się stało, to nie miałbym z ciebie żadnego pożytku – wyznał, nie zwracając uwagi na nastoletniego Joohyunga, który mógł wysnuć sobie własne wnioski. – Wracajmy do domu, hm?
W odpowiedzi student pokiwał głową z aprobatą. Dość szybko przebrali się w swoje poprzednie ubrania, pożegnali z wszystkimi ludźmi, którzy życzliwie ich ugościli i wyruszyli w drogę do małego, drewnianego domku. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, tworząc na niebie magiczne plamy różu, pomarańczu i fioletu. Co jakiś czas mocniejszy promień całą swoją siłą beztrosko uderzał w twarz Byuna lub Parka.
Tym razem nie rozmawiali, ale cisza między nimi nie była niewygodna. Śpiew ptaków pieścił ich uszy, a wiatr dumnie rozwiewał włosy, pozwalając, by minione chwile zapadły im głęboko w pamięć. Nie mogli ukryć tego, że bardzo podobał im się czas, który razem spędzali. Nie znaczyli dla siebie wiele. W gruncie rzecz mieli znaczyć jeszcze mniej. Chanyeol, ku przekorze własnym warunkom, rozwinął ich znajomość do czegoś więcej niż seksu co kilka dni. Zabierał chłopaka do kina i w inne miejsca, choć obiecywał, że wcale tak nie będzie. Teraz już w ogóle przestał zwracać uwagę na konsekwencje, jakie mogą z tego wyniknąć.
W czasie gdy Baekhyun i Chanyeol spędzali czas, relaksując się leśnym spacerem, Yoona nie próżnowała. Cały czas zaprzątała sobie głowę, jak dostać się do mieszkania brata, którego nie było w domu. Nie posiadała zapasowych kluczy, za bardzo starszy jej nienawidził, by pozwolić jej odwiedzać jedno ze swoich osobistych schronień przed światem. Dodatkowo nie mógł dopuścić, żeby wścibska dziewucha myszkowała po wszystkich zakamarkach i szukała czegoś, co dogłębnie zainteresowałoby ją. Później zapewne krążyłyby o Parku plotki, których nawet jego wpływowi rodzice nie daliby rady powstrzymać.
Korzystając z informacji, że czarnowłosy miał pokojówkę, odwiedzającą go co dwa dni, młoda Park postanowiła zakraść się do mieszkania. W sobotnie popołudnie pewna siebie dziewczyna wysiadła pod blokiem brata ze swojego nowiutkiego samochodu. Nie chciała być w niczym od niego gorsza, dlatego kazała sobie także kupować wyszukane nowoczesne bryki. Nasunęła na nos ciemne okulary i ruszyła na misję. Nie myślała, że coś może pójść nie tak. Zawsze dopinała swego i nie miała zamiaru się poddać. Była skłonna i do tego, by uderzyć kobietę, chociaż nie wiedziała, jaka ona jest.
Dość szybko dotarła pod znajome drzwi i prychnęła, wsadzając jedną dłoń do kieszeni. Tego dnia ubrana była wyjątkowo uroczo. Miała na sobie jasną, modnie skrojoną spódnicę i kwiecistą koszulę bez rękawów, co dawało jej razem niewinną otoczkę. Była przekonana, że pokojówka przyjmie ją, nie bardzo wypytując o dokładną przyczynę jej wizyty. Miała wymyśloną wymówkę, więc zastukała lekko do drzwi, a potem na moment przycisnęła dzwonek.
Szybko w progu pojawiła się kobieta w średnim wieku ubrana dość pospolicie. Była niewysoka, szczupła, niczym nie wyróżniała się spośród innych kobiet w jej wieku, jednak miała bardzo miły wyraz twarzy. Yoona wierzyła, że to jest kluczem do jej sukcesu.
– Dzień dobry, pana Park nie ma w domu. Ale czy jest coś, czym mogę służyć? – odezwała się pracownica.
– Dzień dobry. Jestem siostrą Chanyeola – odparła grzecznie Yoona i skłoniła się lekko, co zupełnie nie leżało w jej zwyczaju. – Brat prosił mnie, żebym przyszła sprawdzić, czy wszystko w mieszkaniu jest jak należy podczas jego nieobecności – skłamała dobitnie, szczerząc zęby w fałszywym uśmiechu.
– Och, doprawdy? Wobec tego niech pani wejdzie. Zapraszam. – Kobieta odsunęła się na bok, by dziewczyna mogła wejść do środka. – Napije się pani czegoś?
– Nie, dziękuję. Zaraz mam ważne spotkanie. Będę się spieszyć.
Kolejnym „ciepłym” uśmiechem młoda Park pożegnała sprzątającą, pozwalając jej zająć się tym, co przerwała. Jako pierwszy odwiedziła gabinet, stwarzając pozory, że rzeczywiście przyszła w tym celu, o którym wspomniała. Jej niechętne i całkowicie obojętne spojrzenia lądowały na nijakich doniczkach, biurku i innych sprzętach. Bez wyraźnego zainteresowania przechadzała się po pomieszczeniu, rzucając konieczne pochwały.
Niedługo później Yoona skierowała swoje kroki do salonu, gdzie kobieta bardzo dokładnie wycierała kurze z każdego najmniejszego kąta. Rzuciła okiem tu i ówdzie, nie chcąc przeszkadzać. Również rzekła serdeczne słowo na temat panującego ładu i porządku, po czym w końcu poszła tam, dokąd od początku zamierzała zajrzeć – do sypialni swojego brata. Była bezwzględna, dlatego miała nadzieję, że jej pierwsza misja powiodła się bez przeszkód. Nie wydawało jej się, żeby Chanyeol był na tyle inteligentny, by zorientować się w czymkolwiek.
Bezproblemowo znalazła się w dość prywatnym pomieszczeniu starszego, śmiejąc się do siebie triumfalnie. Była śmiertelnie przekonana, że zaraz zdobędzie to, czego oczekiwała – kamerę z filmem oczerniającym jej brata. Podeszła do uwielbianej przez niego komody, zabierając maleńkie urządzenie, jakie umieściła tam ostatnim razem. Nie było naruszone, więc Park wyraźnie go nie spostrzegł, co niosło ze sobą same korzyści. Moment później podłączyła kamerkę do swojej komórki, jednak była rozczarowana, widząc, że nic się nie nagrało.
– Jak to możliwe? – spytała sama siebie, wlepiając wzrok w ekran. – Nic nie rozumiem. Dlaczego to gówno nie zadziałało?! – krzyknęła rozzłoszczona i tupnęła nogą jak mała dziewczynka.
– Czy coś się stało? – Nagle do sypialni wparowała pokojówka, nerwowo gniotąc w palcach wyblakłą szmatkę.
– Nic takiego. Bardzo przepraszam, to tylko mój telefon. Wszystko takie tandetne teraz robią – wytłumaczyła pospiesznie dziewczyna, uśmiechając się sztucznie.
– A, tak, tak. Rozumiem. Już nie będę przeszkadzać. Niech pani wszystko dokładnie poogląda, żeby potem nie było niedomówień. – Wyszła, a Yoona tylko cicho prychnęła pod nosem.
Kiedy emocje trochę opadły, podeszła do wnęki w ścianie, gdzie stały najbardziej potrzebne przedmioty, między innymi elektroniczny budzik, za którym to ustawiła urządzenie. Tym razem włączyła je poprawnie. Udała jeszcze, że poprawia pościel i wyszła, licząc, że tym razem wszystko pójdzie jak z płatka. Wystarczyło tylko trochę poczekać. Bez pożegnania opuściła mieszkanie Chanyeola.
Wsiadając do samochodu, usłyszała brzęczenie swojej komórki. Odebrała, jednak przedtem głośno przełknęła ślinę, widząc imię na wyświetlaczu.
Masz to, czego nam potrzeba? – odezwał się spokojnie męski głos. Gdy nie padła żadna odpowiedź, dało się słyszeć ciche warknięcie.
– Przepraszam – odpowiedziała dziewczyna uniżonym tonem. – Nic nie zdobyłam. – Słysząc kolejne, głośniejsze warknięcie, pospieszyła z prośbą. – Daj mi jeszcze najwyżej tydzień. Nie zawiodę cię, przysięgam.
– Jeśli w określonym terminie nic nie dostanę, wszyscy dowiedzą się o twoich wybrykach, zrozumiałaś?
– Tak, szefie. Zrozumiałam.
Na zewnątrz panował już mrok, gdy Baekhyun wyszedł na werandę i oparł się o misternie zbitą balustradę, unosząc wzrok ku niebu. Pojedyncze gwiazdy mrugały, tworząc nieprzerwany ciąg, jakby liczyły ziemskie sekundy. Chłopak zatopił się we własnych myślach, co rusz zerkając na inną konstelację. Przez cały dzień czuł się dziwnie lekko, a przyjemne ciepło wlewało się do jego serca. Nie pamiętał, kiedy ostatnio nie musiał troszczyć się o wszystko dookoła. Miał wrażenie, że czas na trochę się dla niego zatrzymał, by mógł skorzystać z tego, co niesie mu życie.
Ciepłe, długie ramiona wyrwały go z zamyślenia, a głębokie mruknięcie sprawiło, że przekręcił głowę w bok. Błogi uśmiech wpełzł na jego twarz, gdy zrozumiał, że to dzięki temu mężczyźnie jest właśnie w tym miejscu, a nie gniecie się na kanapie przed telewizorem z miską niezdrowego jedzenia. Odwrócił się przodem do Parka, po czym splótł dłonie na jego karku, patrząc mu w oczy. W tamtej chwili czuł się naprawdę wyjątkowy.
– Dziękuję, Chanyeol.
– Za co? – zapytał czarnowłosy, marszcząc brwi.
– Za to, że mnie tu zabrałeś i że poświęcasz mi swój czas – odrzekł młodszy, lekko przyciskając palec do czoła drugiego. – Nie marszcz się, bo to ci nie służy.
Chanyeol zaśmiał się cicho, obdarzając chłopaka najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było go stać. Serce ścisnęło mu się na moment, po czym zaczęło bić niewyobrażalnie szybko. Uznał to za znak niecodziennego zawstydzenia. Nieczęsto ktoś dziękował mu za takie błahostki. Trudne myśli na nowo zaczęły krążyć po jego głowie, lecz starał się nie zwracać na nie uwagi. To nie był czas, ani miejsce na filozoficzne rozmyślania o życiu. Zresztą, dla niego nigdy nie był właściwy moment na podobne sprawy.
Chociaż nie było szczególnie ciepło, naszła go nagła ochota na wskoczenie do jeziora. Może jego pomysły były absurdalne, ale tak już miał i nic nie mogło tego zmienić.
– Chodźmy kąpać się w jeziorze – wypalił nagle, a w jego oczach rozszalały się wesołe ogniki.
– Oszalałeś?! – zawołał Byun, a potem roześmiał się obserwując, jak Park zdejmuje z siebie ubrania i wbiega do jeziora.
– No, chodź, Baek! – krzyknął starszy, zanurzając się do pasa w niemal lodowatej wodzie.
Pomimo że był pewien, iż na drugi dzień będzie chory albo co najmniej przeziębiony, jasnowłosy ruszył swój tyłek i poczłapał nieprzekonująco w kierunku jeziora. Wpatrywał się w drżącego bruneta, który zaraz przepłynął spory kawałek, a później wrócił i zaczął bawić się jak dziecko. Wyglądał całkiem inaczej niż wtedy, gdy poprzedniego dnia kochali się w nieznany do tej pory Baekhyunowi sposób. Student pospiesznie pozbył się swych ciuchów i ze śmiechem dołączył do Chanyeola.
– Zimna!!! – wykrzyczał, będąc już w wodzie po biodra. Złapał się za ramiona i pocierał je niecierpliwie, chcąc się jakoś rozgrzać.
Bez słowa Park zbliżył się do niższego i przyciągnął go w objęcia. Z początku tylko na niego patrzył, rozkoszując się magią chwili. Nie mogąc wytrzymać radości, która go ogarnęła, schylił się i chlusnął Byuna wodą. Nie obchodziło go, że tamten drży od ogarniającego go chłodu. Musiał się przyzwyczaić, a taka zabawa była najlepszym rozwiązaniem.
Wkrótce obaj ochlapywali się wodą bez żadnej przerwy na oddech. Wygłupiali się, popychali, łaskotali, czerpali z tych ulotnych minut tyle, ile tylko się dało. Gdy w końcu się zmęczyli, chłopak na powrót znalazł się w ramionach Chanyeola. Patrzyli sobie głęboko w oczy, nie skupiając się nawet na poprawnym oddychaniu. Cały świat dookoła zniknął w przeciągu kilku sekund. Wszystko było jakby inne, odkryte na nowo przez dziwną iskrę, która przeskakiwała między nimi, ale nie rozpalała ogniska i nie ujawniała się.
Księżycowy blask ubrał Baekhyuna w poświatę utkaną z gwiezdnego pyłu, a brunet całkowicie stracił głowę. W ciemnych tęczówkach widział nie tylko odbicie samego siebie, ale także niecodzienne ciepło, które pobudzało właśnie te bodźce, których najbardziej się bał. Jego serce ponownie niebezpiecznie załomotało. Od pewnego bolesnego momentu postanowił, że już nigdy nie ożywi do pracy swoich uczuć, by nie zostać zranionym. Życie najwidoczniej miało inne plany, gdyż z każdym dniem fragmenty jego ciała, jakby na nowo budziły się rażone wyższą energią, której źródło znajdował właśnie w tym drobnym chłopaku.


A/N: Cześć! Ostatnim razem polecaliście mi, żeby dodać to opowiadanie na Wattpad i... próbowałam. Ale czuję jakąś dziwną blokadę i chyba raczej Black & White nie znajdzie się tam. Wybaczcie. TT.TT Mimo to mam nadzieję, że prześlecie dalej link z tym ff, bo naprawdę jest mi bardzo miło, widząc, że ktoś docenia to, co publikuję.